Miami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Miami

Pisanie by Scarlett Lana Estellon on Nie Paź 20, 2013 6:27 pm


_________________
Scarlett Lana Estellon
4G ~ nice bitch ~ you're gonna love her anyway ~ randomowe fakty z dupy

avatar
Scarlett Lana Estellon
Administrator
Administrator

Liczba postów : 254
Join date : 19/11/2012
Age : 404
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Hunter Howard on Sro Paź 23, 2013 8:52 pm

Choć Hunter lubił czasem sobie posiedzieć nad morzem, jednak tamtego dnia nie miał na to czasu - razem z Victorem zostawili swoje TARDIS-y i poszli w stronę małej restauracyjki w środku miasta. Nie był to budynek nowoczesny - raczej zatrzymany w czasie, co niektórzy lubiący dawne klimaty doceniali, a inni nie mogli go strawić. Howardowi było to obojętne - miał dostarczyć broń wnukowi słynnego na Ziemi Al Capona, a on miał wydać w jego ręce więzionego przez niego człowieka-kota, który akurat był wyspecjalizowanym lekarzem. Jednak przewidujący Władca wziął ze sobą Blooma, ponieważ spodziewał się, że nie będą chcieli tak łatwo oddać więźnia, co wyłuszczył po drodze mężczyźnie, gdy lecieli na Ziemię. Na ulicach było parno i gorąco. Mimo tego Hunter pozostał w garniturze. Broń niósł w biznesowej teczce. Czemu tu tyle ludzi, skoro jest taka okropna pogoda? - bezskutecznie się zastanawiał. W budynku już na niego czekali, choć było tam jeszcze paru klientów. Kiedy Władcy Czasu weszli, ludzie odpowiedzialni za wymianę wstali. Osoby postronne szybko się ulotniły z restauracji lub ukryły się tak, że nie było ich widać.
- Masz? - Hunter zwrócił się do herszta bandy.
- Tak.
- Pokaż.
- Wprowadzić.
W drzwiach na zaplecze ujawniła się sylwetka człowieka-kota. To on próbował wyleczyć najbliższą mu osobę, więc teraz musiał spłacić ten dług. Howard nienawidził długów.
- Tu masz to, czego chciałeś. Ja położę torbę na stoliku, ty puścisz go wolno i odejdziemy każdy w swoją stronę.
- Ok.
Tak też zrobili. Kiedy już się odwrócili, Hunter czuł przez skórę wycelowane w ich plecy karabiny, więc polecił:
- Padnij!
Jednak nie wszyscy zdążyli wykonać jego polecenie. Kula trafiła w niedawnego więźnia i to tak niefortunnie, że na miejscu wyzionął ducha. Wtedy starszy z Władców wpadł wprost w szał. Krzyknął tylko:
- Zapłacicie mi za to! - a do Victora: osłaniaj mnie!
I rzucił się w wir walki. Razem wybili tych kilku ludzi co do nogi. Hunter nigdy nie miał litości dla zdrajców. Potem, kiedy już mieli wychodzić i zabrać ciało, Howard zauważył łokieć wystający zza wywróconego stołu. Zaszedł go z boku i kiedy zobaczył nieuzbrojonego mężczyznę kulącego się do ziemi, powiedział na wpół do siebie, na wpół do Blooma:
- Jego też trzeba zlikwidować. Za dużo widział - i wycelował w niego muszkę pistoletu.


Ostatnio zmieniony przez Hunter Howard dnia Pią Paź 25, 2013 7:57 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Hunter Howard

Liczba postów : 94
Join date : 04/05/2013
Age : 882

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Peter Sullivan on Sro Paź 23, 2013 9:20 pm

Przechadzał się uliczkami Miami, chowając się w cieniu palm. Dzień był tu jak zwykle upalny, jadnak Peter przyjmował to z zadowoleniem, bo zdążył już przywyknąć do gorąca, żyjąc na Dominikanie. Bawił się fedorą, kręcąc nią w palcach obu dłoni. Przyjechał tu w interesach ale do spotkania zostało mu jeszcze kilka godzin. Postanowił spożytkować ten czas tak jak to lubił najbardziej i skierował swoje kroki do najbliższego lokalu.
Przysiadł przy barze i rozpoczął przyjacielską pogawędkę z barmanem, popijając lokalny specjał z dziedziny drinków. Nie wiedział co to było, ale musiało być mocne, bo już po chwili zaczął zauważać zaskakujące rzeczy. Wszyscy pracownicy i klienci nagle gdzieś się ulotnili, jakby ktoś dał im znak do flash mobu. Sullivan rozejrzał się niepewnie wkoło i zauważył, że jednak nie wszyscy opuścili lokal. Groźnie wyglądający mężczyźni, z pewnością wyposażeni w broń. To nie mogło wróżyć nic dobrego.
Peter ostrożnie wsunął się za bar, gdzie zza lady obserwował zajście. Była to swego rodzaju wymiana handlowa, towarem miał być jednak... yyy... co to ma być za kreatura? Mężczyzna nie mógł oderwać oczu od "kota". Wtedy padły strzały.
Peter rzucił się na ziemię, chroniąc rękami głowę, tak bowiem podpowiadał mu zdrowy rozsądek. W pierwszej fazie, to rozwiązanie sprawdziło się doskonale, w drugiej, już mniej.
Gdy Sullivan usłyszał nad sobą słowa, odsłonił głowę i spojrzał katowi w twarz.
- Kim do cholery jesteś? - rzucił, starając się powstrzymać drżenie głosu. - Nic nie widziałem - dodał jeszcze, w myśląc krytykując samego siebie. - Najgorsze ostatnie słowa jakie słyszałem.
avatar
Peter Sullivan

Liczba postów : 48
Join date : 20/10/2013
Age : 30

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Victor Bloom on Sro Paź 23, 2013 9:31 pm

Póki co, razem z Hunterem załatwiali jakieś jego sprawki. Zdawać by się mogło, że Victor tylko się plątał pod nogami. Kiedy jednak wylądowali na Messeline, zrobiło się ciekawie. Odebrali broń, a Hunter wyjaśnił z grubsza, o co chodziło. Zapowiadało się dość niewinnie, ale Bloom dobrze wiedział, że takie sytuacje potrafiły się kończyć nie tak, jak na początku się planowało.
Polecieli na Ziemię. Ostatnio często tu bywam. Jednak z tego, co Władca Czasu zdążył się zorientować, był inny wiek, a pomieszczenie, do którego weszli, tchnęło wręcz starym stylem. Od razu osoby niepożądane się ulotniły; zostali tylko ludzie od wymiany. Kiedy Victor tak na nich patrzył, wiedział już, że nie obędzie się bez jatki, czuł to pod skórą.
Mimo to, wymiana odbyła się gładko. Za to potem zrobiło się gorąco. Howard nawet nie musiał go ostrzegać, Victor swoją reakcją na zagrożenie wyprzedził go o jakieś pół sekundy. I choć szatyn widział wiele przeróżnych zdrad, to nie spodziewał się, że jego partnera tak to wkurzy. A ten miał teraz w oczach żądzę krwi i zemsty. Ze swoimi pistoletami z Kosmosu bez żadnego problemu rozprawili się z gorylami. Stanowili doskonałe przeciwieństwa: Hunter zabijał w furii, Victor był całkowicie zimnokrwisty. Po mafiosach nic nie zostało; zostali rozproszeni na atomy.
Jednak kiedy Howard znalazł jeszcze jednego niedobitka, który nieuzbrojony chował się za ladą i nieudolnie próbował zyskać na czasie, Bloom odezwał się po raz pierwszy od dłuższego czasu, kompletnie ignorując słowa człowieka:
- Bez sensu. Nieuzbrojony, chowa się jak szczur. Jeśli nic nie rozumie z otaczających go zdarzeń, nie warto się nim zajmować; jeśli jednak coś pojmuje, może się nam przydać. Weźmy go do TARDIS.
Mówił cicho, chłodno, niby doradca. Czuł, że jego słowa mogą znaleźć posłuch.
Potem przyglądnął się człowiekowi. Może szczur to złe określenie. Trudno się dziwić mężczyźnie, że się schował, skoro nikt oprócz niego nie został. Zdawał się być lekko rozkojarzony, ale inteligentny. Z drugiej strony, użył chyba najtańszej zagrywki na świecie. Victor cmoknął w duchu z niesmakiem. Jeszcze wszystko się okaże...
avatar
Victor Bloom

Liczba postów : 140
Join date : 20/01/2013
Age : 772
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Hunter Howard on Czw Paź 24, 2013 5:47 pm

Na słowa nieznajomego, Hunter odrzekł:
- To chyba ty powinieneś to powiedzieć o sobie.
A w myślach dodał: Jasne. Nic nie widziałem, nic nie słyszałem, zostawcie mnie w spokoju, a potem będę was śledzić.
Na słowa Blooma opuścił muszkę i powiedział:
- Niech będzie. Ale Ty go weź do swojego. Nie mam zamiaru pilnować kogoś, kto jest mi do niczego nie potrzebny, a wręcz zbędny, żeby nie zrobił bajzlu w mojej Vandetcie. - Potem zwrócił się do człowieka: Podnoś się, Pięknisiu. Wybieramy się na małą przejażdżkę.
avatar
Hunter Howard

Liczba postów : 94
Join date : 04/05/2013
Age : 882

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Peter Sullivan on Czw Paź 24, 2013 6:24 pm

Peter ani myślał się przedstawiać czy opowiadać o sobie anegdotek. Gdyby nie wymierzony weń pistolet rzuciłby do napastnika: "No chyba cię posrało staruszku."
Mężczyźni rozmawiali o nim jakby był jakimś workiem kartofli rzuconym na targu babom do licytacji. Co prawda podniósł się grzecznie z podłogi, jednak stojąc nie miał już zamiaru kulić się ze strachu. Otrzepał marynarkę i chwycił z krzesła swoją fedorę. Dumnie umieścił ja na czubku głowy.
- Pięknisiu... - mruczał pod nosem tak cicho, że starzec nie miał prawa go usłyszeć. - Kurwa pedał...
Uznał, że jeszcze za wcześnie jest próbować numerów, więc dał się mężczyznom prowadzić.
avatar
Peter Sullivan

Liczba postów : 48
Join date : 20/10/2013
Age : 30

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Victor Bloom on Czw Paź 24, 2013 6:47 pm

Victorowi nie robiło problemu zabranie obcego na Atlantis. No ale Hunter miewał swoje fanaberie i manie tajemniczości.
Jak tylko człowiek wstał, od razu nabrał rezonu. Wyprostował się i nonszalancko założył kapelusz, jednak dał się prowadzić. Mimo to, Victor był czujny. Po drodze zwrócił się do mężczyzny:
- Lepiej dla ciebie, gdybyś jednak nie sprawiał kłopotów. Widziałeś całe zajście, czyż nie? Cóż, my mieliśmy swoje sprawy, a ty znalazłeś się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. To, co z tobą zrobimy, zależy też od ciebie. A, i żebyś nie wymyślił mi w myślach jakiegoś głupawego przezwiska: jestem Victor.
Dotarli do TARDIS Blooma, która akurat przybrała postać budki na plaży.
- Wchodź pierwszy - rzekł do Ziemianina. Victor wsunął się zaraz za nim, ciekawy jego reakcji na otoczenie.
avatar
Victor Bloom

Liczba postów : 140
Join date : 20/01/2013
Age : 772
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Peter Sullivan on Czw Paź 24, 2013 7:19 pm

Nie wyrzekł ani słowa w komentarzu na listę przykazań "dobrego wujka Victora". Skoro bandzior sam podsunął Peterowi pomysł stworzenia głupiej ksywki, mężczyzna uznał, że to przeznaczenie. Szli jakiś czas po plaży, aż dotarli do budki ratownika. Serio? To jest tajna baza nowej mafii porywczo-porywającej? - pomyślał z dezaprobatą.
Kazali mu iść przodem i gdy tylko znalazł się w środku, przez chwilę poczuł pokusę, zatrzaśnięcia im drzwi przed nosem. Plan jednak nie wypalił, a to z tego prostego powodu, że od środka nie dało się zatrzasnąć drzwi budki ratownika. To z kolei spowodowane było tym, że budka ratownika nie istniała.
Peter stanął bez ruchu i patrzył tępo przed siebie. Jego brwi uniosły się wysoko i mężczyzna szeroko otwartymi oczyma chłonął wnętrze. Zagryzł lekko wargi i starał się spokojnie oddychać. To nie jet normalne... Gdy usłyszał za sobą, że wujek Victor wsunął się do wnętrza statku, przywołał na twarz wyraz głębokiej obojętności. Nie dam dziadom satysfakcji... Bez słowa stał sztywno i czekał na dalsze wytyczne.
avatar
Peter Sullivan

Liczba postów : 48
Join date : 20/10/2013
Age : 30

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Hunter Howard on Pią Paź 25, 2013 6:50 pm

Ich więzień, jeśli można go tak nazwać, poszedł bez oporów. Wszedł do TARDIS Victora, za nim Bloom, a pochód kończył Hunter z ciałem człowieka-kota obwiniętego w obrus na ramieniu. Zrobił to, by inni ludzie nie zaczepiali go i by nie dotykać nieżywego już ciała. Był trochę ciekawy reakcji człowieka, ale ten stał bez ruchu. Udaje.
- Powinniśmy lecieć na Nową Sawannę. Wiesz, dlaczego.
Chciał pochować ciało, ponieważ, mimo że zawiódł w czasie wymiany, chciał dokończyć sprawę i zostawić człowieka-kota w jego ojczyźnie. Nie miał też w zwyczaju kierować cudzym TARDIS-em.
avatar
Hunter Howard

Liczba postów : 94
Join date : 04/05/2013
Age : 882

Powrót do góry Go down

Re: Miami

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach