Londyn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Londyn

Pisanie by Scarlett Lana Estellon on Czw Lis 29, 2012 8:22 pm

Londyn



Ostatnio zmieniony przez Scarlett Lana Estellon dnia Wto Kwi 30, 2013 12:15 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Scarlett Lana Estellon
Administrator
Administrator

Liczba postów : 254
Join date : 19/11/2012
Age : 405
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Wto Gru 25, 2012 8:42 pm

Gorąca kawa parzyła jej wargi. Czekając na zmianę światła, Chelle szybko pociągnęła dwa łyki z papierowego kubka, który ściskała w prawej dłoni. Nienawidziła być spóźniona. Paskudny ścisk w brzuchu był mieszanką złości i poczucia winy. Zajęcia zaczęły się pięć minut temu, a ona dopiero wybiegła ze stacji metra - o mało nie łamiąc nóg na schodach - i chwyciła kubek, który jej koleżanka Gemma wcisnęła jej do ręki.
- Znowu się przeze mnie spóźnisz, Gem. - mruknęła przepraszająco i zerknęła kątem oka na rudowłosą towarzyszkę. Jej piegowata twarzyczka wyrażała rozbawienie. Dziewczyna machnęła lekceważąco dłonią i pociągnęła ją za rękaw kurtki, wciągając na pasy, gdy światło zmieniło się na zielone i tłum ludzi ruszył przed siebie.
- Daj spokój, Chelle! Za bardzo się przejmujesz. - zaśmiała się pogodnie, najwyraźniej uznając ten temat za skończony. Gemma miała pogodne usposobienie i bardzo lekceważące podejście do wszystkiego. Zapewne dlatego, że było ją stać na status wiecznej studentki i codzienne kupowanie kubka kawy dla Michelle. Szczebiotała radośnie, siorbiąc swoją sojową latte, a Michelle słuchała jej jednym uchem. Poranna gadanina Gemmy była jak zwykle pozbawiona większego sensu i nie trzeba było uważnie jej słuchać, a jedynie wtrącać w odpowiednich momentach potakujące monosylaby.
- Mhm... - mruknęła po raz któryś znad kubka, zgadzając się tym samym na odłożenie ich zaplanowanych na dziś, zakupów na przyszły tydzień.
- Cudnie! Będę mogła się spotkać z Jimem. Dzięki, Chelle!

Mimo wypitej kawy, trzy godziny całkiem ciekawego wykładu na temat wpływów Starożytnej Grecji na współczesną kulturę, okazał się dla dziewczyny koszmarem. Z trudem powstrzymywała opadające powieki, niezdolna skupić się na jednym nawet slajdzie wyświetlanym przez profesora. Ostatnio bardzo źle sypiała i odbijało się to na jej codziennym funkcjonowaniu. Nie mogła zasnąć dręczona szumem w uszach, którego pochodzenia nie mogła wyjaśnić, a potem nie słyszała wyjącego rankiem budzika. Nie dość, że była spóźniona to jeszcze nieprzytomna! Coraz częściej zastanawiała się nad wizytą u lekarza specjalisty, choć nie była pewna czy powinien to być laryngolog czy psychiatra. Czasem wydawało jej się, że szum układa się w słowa...

Późnym popołudniem włóczyła się po Hyde Parku. Nie miała ochoty wracać do mieszkania, w którym ostatnio czuła się tak nieswojo. Wolała postawić kołnierz i nie zważając na wiszącą w powietrzu mgłę spacerować po raczej pustych alejkach największego parku miasta. Co jakiś czas mijali ją rowerzyści i biegacze, ale nikt nie zwracał na nią większej uwagi. Ona sama z resztą też niezbyt uważnie obserwowała otoczenie. Z dłoniami wciśniętymi w kieszenie kurtki, maszerowała przed siebie bez celu, pozwalając myślom błądzić w bliżej nieokreślonych kierunkach. Jej zwykle uśmiechniętą buzię szpecił teraz ponury grymas, a błękitne oczy wpatrywały się w ziemię z wyrazem całkowitej bezradności. Jeszcze nigdy nie tęskniła za domem tak bardzo jak teraz.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sro Gru 26, 2012 11:11 pm

Zaraz po wylądowaniu Nathanael - odruchowo już - spojrzał na zegarek. Miał jeszcze 17 minut, całkiem sporo. Skrupulatnie prześledził Listę wzrokiem, zapamiętując dokładne współrzędne położenia przesyłki. Wprowadził dane do komputera pokładowego, nanosząc potrzebną lokalizację na mapę. Ujrzawszy wynik wyszukiwania, uniósł kącik ust w krzywym, ironicznym uśmiechu. Przynajmniej tym razem mogę sobie darować grzebanie w śmietniku - zadrwił w duchu. Towar będzie leżał na ławce przy dużej fontannie.

Na moment Nate powrócił myślami na Gallifrey. Był niezmiernie ciekaw, co spowodowało aktywowanie systemu alarmowego planety. Zazwyczaj bariery przeciwinwazyjne działały bez zarzutu, tym razem jednak komuś udało się przedostać na pomarańczową planetę. Może to ci przeklęci Dalekowie? Postanowił, że za jakiś czas skontaktuje się z Anastasią i wypyta ją o szczegóły. W końcu to ona jest teraz w centrum tego całego zamieszania.

Tymczasem znów sprawdził godzinę - miał już tylko dziesięć minut na odebranie przesyłki. Przeciągnął się leniwie i wymaszerował z Bad Wolfa, kierując swoje kroki prosto ku fontannie. Z daleka ujrzał spoczywającą na ławce ciemnofioletową kopertę. Nanotechnologia! - pomyślał z lekkim podekscytowaniem i przyspieszył kroku. Nie zwolnił, gdy znalazł się przy ławce i jednym płynnym, szybkim i zwinnym ruchem chwycił kopertę, niepostrzeżenie umieszczając ją w kieszeni płaszcza. Piękne zagranie - pochwalił w myślach sam siebie.
Wszystko przebiegłoby gładko i bezboleśnie, gdyby nie fakt, że ułamek sekundy później rozpęd, z jakim poruszało się jego ciało został gwałtownie zahamowany. Nate wpadł na idącą z naprzeciwka kobietę, niemal zwalając ją z nóg.
No pięknie. Kolejna ludzka niezdara - pomyślał z rozdrażnieniem, z trudem łapiąc równowagę, po czym burknął gniewnie w stronę nieznajomej dziewczyny:
- Uważaj trochę!
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Sro Gru 26, 2012 11:32 pm

Krok za krokiem. Chelle uparcie wpatrywała się w szary asfalt pokrywający alejkę i białe jak śnieg czubki swoich zielonych Conversów, które migały jej prze oczami w rytmie marszu. Krok za krokiem, właśnie tak, Michi. Inaczej nigdy nad sobą nie zapanujesz. Jeśli było coś czego panna Gamble nienawidziła najbardziej na świecie to było to uczucie bezradności. Paskudnie obezwładniające jak paraliż całego ciała. To była jedna z niewielu rzeczy skłonna zmusić ją do łez. A teraz czuła się wyjątkowo bezradna. Nie umiała wytłumaczyć tego co działo się wokół niej, a do tego te dziwaczne rzeczy, zgubnie wpływały na jej codzienność. Choć bardzo, bardzo chciała - nie umiała tego powstrzymać! Ciągle też odrzucała od siebie wersję, w której to wszystko jest tylko jej chorą wyobraźnią.
- Nie jestem wariatką. - wymruczała ze złością pod nosem i kopnęła mały kamyk, który pojawił się na jej drodze. Zamyślona, nie wiedziała, że przeszła już sporą część parku i zawędrowała do placu z fontanną. Była też zbyt skupiona na kopaniu kamyczka, by zauważyć iż niebezpiecznie zbliża się do znajdującego się na jej drodze człowieka. Kopnęła kamyczek po raz kolejny, trochę mocniej niż zamierzała i jej mały towarzysz z grzechotem potoczył się po alejce, by później zniknąć w wysokiej trawie. Dziewczyna zaklęła w myślach, podniosła głowę i dokładnie w tej chwili - bach! - ona i Nat wpadli na siebie z impetem. Chelle straciła równowagę. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdołała nawet wyjąć rąk z kieszeni i usiłować amortyzowania nieuchronnego upadku. Klapnęła na ziemię z pełną zdziwienia miną i podniosła wzrok na współtwórcę zamieszania. Słysząc jego niemiły ton zmrużyła oczy wyraźnie rozjuszona.
- Zejdź ze mnie, koleś! - odwarknęła ze złością. Choć jeszcze sekundę temu była gotowa przepraszać za swoją nieuwagę, teraz wpadała w bojowy nastrój. Przecież to nie była tylko jej wina! I to ona wylądowała tyłkiem na bruku! Odrobina współczucia raczej nikomu jeszcze nie zaszkodziła, co?
- Sam też mógłbyś uważać jak łazisz - dodała, wyjmując ze sporym opóźnieniem dłonie z kieszeni i zbierając się z alejki. Otrzepała spodnie, w duchu oceniając straty. Jak nic będzie miała siniaka na tyłku! Obrzuciła nieznajomego pełnym urazy spojrzeniem i prychnęła cicho, mamrocząc pod nosem coś o "całkowitym braku wychowania".
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Czw Gru 27, 2012 12:00 am

Mina Nate'a złagodniała, gdy z narastającym zdziwieniem wpatrywał się w nieznajomą, z którą przed chwilą się zderzył. Siedziała na ziemi i ciskała w jego stronę lodowatymi spojrzeniami, jakby liczyła, że to go powali do parteru i tym sposobem oboje znajdą się na tej samej wysokości. Nie mógł powstrzymać myśli, że siedząc tam i warcząc groźnie, ta mała tygrysica wyglądała po prostu słodko. Brakowało tylko tego, żeby zaczęła gryźć i kopać.
Po chwili niezręcznego milczenia roześmiał się, nie potrafiąc oderwać wzroku od groteskowej sceny, rozgrywającej się tuż pod jego nosem.

Nagle w jego głowie zaświtał pewien pomysł. Na Gallifrey i tak nie mogę wrócić... Skoro muszę spędzić dość dużo czasu zupełnie nie tam, gdzie miałbym ochotę... może by tak spróbować spędzić go miło? Przy tej małej bohaterce nie powinno być nudno - rozważał przez krótką chwilę, wciąż przyglądając się swojemu potencjalnemu obiektowi, mającemu dostarczać rozrywki. W końcu podjął decyzję i postanowił sprawiać wrażenie miłego faceta. Czasami przydawała mu się ta wyuczona postawa, choć rzadko musiał się zmuszać do odgrywania jej. Zazwyczaj stosował o wiele bardziej wyrafinowane techniki manipulacji, teraz jednak chodziło jedynie o odrobinę dobrej zabawy i zabicie mozolnie upływającego czasu. Wziął głęboki wdech i odezwał się znacznie spokojniejszym tonem, niż poprzednio:
- Wybacz, mam dziś koszmarny dzień - usprawiedliwił się, zmuszając się do miękkiego uśmiechu. - Nic sobie nie zrobiłaś? - zapytał, zaglądając jednocześnie w jej niebieskie oczy, po czym wyciągnął do niej dłoń, oferując pomoc w podniesieniu się z ziemi.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Czw Gru 27, 2012 12:21 am

Przyjęła pomoc, a jakże! Czemu miałaby odmawiać, gdy ktoś wyciąga do niej pomocną dłoń? Do tego jego słowa - te o paskudnym dniu - sprawiały, że nieco złagodniała i spojrzała na wszystko przez pryzmat własnych niezbyt miłych doświadczeń z ostatnich kilkunastu godzin. A może raczej z kilku ostatnich dni. Nie zachowywała się przecież jak zwykła Chelle, ta którą wszyscy znali i kochali. Ostatnio była dużo bardziej ponura i przesadnie drażliwa. Najmniejszy drobiazg wyprowadzał ją z równowagi i zmieniał w uosobienie wszelkich kobiecych wad. Tak to jest jak się człowiek nie wysypia!
Michelle westchnęła cicho i uśmiechnęła się porozumiewawczo do nieznajomego.
- Spoko, rozumiem - machnęła lekceważąco dłonią (gest ten po ponad roku wspólnych studiów przejęła od swojej drogiej koleżanki Gemmy), a potem ponownie wcisnęła łapki w kieszenie kurtki. Może nie było to specjalnie grzeczne, ale było jej potwornie zimno! Kiedy adrenalina spowodowana nagłym zderzeniem zniknęła, a ona stała się boleśnie świadoma otaczającego ją świata - a był to świat zimnej, londyńskiej mgły - poczuła jak bardzo jest przemarznięta. Spacer w cieniutkiej kurtce, po odsłoniętym terenie, w takich warunkach - nie wpływał jednak dobrze na samopoczucie.
- I to pewnie lepiej niż Ci się zdaje - dodała, mimowolnie chowając głowę w ramionach, gdy wyjątkowo silny podmuch wiatru wdarł się pod jej ubranie, zmuszając bladą skórę do pokrycia się gęsią skórką. Zadrżała lekko, ale blady uśmiech nie znikał jej jej buzi.
- Zapowiada się kosmicznie duży siniak, ale przeżyłam gorsze rzeczy. Możemy więc uznać, że jestem cała - odpowiedziała mu, a potem uśmiechnęła się nieco pogodniej, w specyficzny sposób marszcząc przy tym nosek. Złość wyparowała z niej w jednej chwili. W myślach dopisała zmienność nastrojów do listy swoich niepokojących objawów. Przestąpiła lekko z nogi na nogę. Wyraźnie źle czuła się w bezruchu.
- Zresztą to też moja wina. Wypadałoby patrzeć przez siebie - dodała przepraszającym tonem.
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Czw Gru 27, 2012 9:12 pm

Nate zauważył, że nieznajomą dziewczyną wstrząsają dreszcze. Pogoda rzeczywiście była okropna, zimny wiatr smagał nieprzyjemnie i Władca Czasu poczuł nieodpartą ochotę schowania się gdzieś przed jego podmuchami. Wzdrygnął się i postawił kołnierz płaszcza pionowo, próbując zasłonić zmarznięte uszy.

- Zresztą to też moja wina. Wypadałoby patrzeć przez siebie - rzuciła w końcu ugodowo, przepraszającym tonem i Nate z trudem zdołał ukryć swoje rozczarowanie. Wcale nie chciał, żeby tak szybko chowała pazurki. Trzeba będzie poszukać kolejnego pretekstu, żeby ją trochę rozdrażnić - pomyślał z rozbawieniem i spojrzał na nią z łobuzerskim błyskiem w oku. Ale to nie teraz.

- Co byś powiedziała na to, żebyśmy przeszli się kawałek? - zapytał, mając w pamięci jej przestępowanie z nogi na nogę. Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że nie lubiła tkwić w bezruchu, postanowił więc wykorzystać to do pokierowania przebiegiem dalszych wydarzeń.
- Wyglądasz całkiem jak ktoś, kto ma ochotę wygadać się pierwszemu napotkanemu nieznajomemu kolesiowi - dodał uśmiechając się lekko. - A przynajmniej ja chętnie bym się wygadał komuś, kto nawet nie pyta mnie o imię.
Takie tam niewinne kłamstewko... Oby tylko to przymilanie się nie stało się jakimś nawykiem, bo niedługo oboje nabawią się cukrzycy od tej jego niepotrzebnej słodyczy.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Czw Gru 27, 2012 9:53 pm

Cóż, Michi do agresywnych nigdy nie należała i postawa ofensywna uruchamiała się u niej tylko wtedy, gdy ktoś przypuszczał na nią atak. Jak powszechnie bowiem wiadomo - najlepszą obroną jest atak i ona zgadzała się z tą zasadą w 100%. Na ogół jednak była przyjaźnie nastawiona do wszystkiego i wszystkich. Nawet do nieznajomych o niepokojąco przenikliwym spojrzeniu.
Przez kilka sekund przyglądała się twarzy Nathanaela zastanawiając się czy faktycznie może mu coś opowiedzieć. Jej leciutko zmarszczone brwi i zaciśnięte usta, sugerowały, że jest to dla niej nie lada orzech do zgryzienia. Nie przywykła do dzielenia się swoimi problemami z nikim, było to zakorzenione w jej naturze. Wszystko co złe: zmartwienia, żale, ból; dusiła w sobie bez słowa skargi. Bała się zwierzeń i tego, że zostanie wyśmiana lub co gorsze, że jej słabości zostaną potem wykorzystane przeciwko niej. Gdy było bardzo źle łapała za telefon i dzwoniła do domu, do mamy albo jednego z trzech starszych braci. Ale o tym co działo się teraz nie chciała im mówić, bo wiedziała, że nie mogą pomóc, a jedynie sami się zmartwią. Jednak problem stawał się coraz poważniejszy, a ona była na skraju wytrzymałości psychicznej. Czym ryzykowała zwierzając się obcemu? Zapewne nigdy więcej go już nie spotka, a nawet jeśli uzna ją za wariatkę - kogo to obchodzi? Po tych kilku sekundach wewnętrznej walki, jej ramiona poruszyły się w bezgłośnym westchnieniu. Zmarszczka widoczna między brwiami wygładziła się, a usta rozluźniły.
- Chętnie - rzuciła i była to odpowiedź i na propozycję spaceru, i na zwierzenia. Bez chwili zwłoki ruszyła przed siebie. Jej chód był płynny i pełen naturalnego wdzięku. Tak poruszał się ktoś z doświadczeniem tanecznym, ktoś świadomy swojego ciała. Nie patrzyła już teraz w ziemię, ale na drzewa, które mijali, na ludzi kręcących się w okolicy, a czasem zerkała kątem oka na swego towarzysza. Opowiadała.
- Zwariowałam - oświadczyła na samym początku z takim spokojem i powagą, że sama była zaskoczona. - Zaczęło się ze trzy tygodnie temu. Szum w uszach, który nasilał się w nocy i znikał rano. Tylko w moim mieszkaniu. Co noc głośniejszy. Sprawdziłam wszystko co się dało u siebie i u sąsiadów. Nikt inny tego nie słyszy, tylko ja. Tylko ja i ten szum. Szum, szum i szum. A teraz jeszcze głosy, jak w źle dostrojonym radiu - zaśmiała się cicho i w tym śmiechu można było usłyszeć nutkę histerii.
- Nie mogę spać, bo to mnie woła. Mówi językiem, którego nie znam, ale wiem, że mnie woła - dziewczyna pochyliła na chwilę głowę, jakby jakiś niewidzialny ciężar przygniatał jej braki. A potem znów się zaśmiała i spojrzała na nieznajomego, który maszerował u jej boku, z ponurą satysfakcją wymalowaną na pobladłej twarzy.
- Spróbujesz mnie przebić swoją historią?
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Pią Gru 28, 2012 4:58 pm

Na kilka krótkich sekund Nate pozwolił sobie zostać z tyłu, mierząc wzrokiem sylwetkę odchodzącej dziewczyny. Poruszała się pewnie i z wdziękiem, więc patrzenie na nią sprawiło mu przyjemność. Błądząc wzrokiem po otaczających ich drzewach, zaczęła swoją opowieść. Nathanael wykonał kilka energicznych kroków i dogonił Michelle, dostosowując swoje tempo do tego, w którym się poruszała.

Tak naprawdę wcale nie zamierzał słuchać jej nieciekawych wynurzeń, spodziewał się bowiem nudnej opowieści o problemach z chłopakiem, czy żałosnej historyjki na temat kłótni z przyjaciółką. Wcisnął więc ręce w kieszenie, na usta przywołał krzywy uśmiech uprzejmego słuchacza i zatonął we własnych myślach. Nie trwało to jednak długo, bo bardzo szybko zaczął wyłapywać intrygujące fragmenty wypowiedzi dziewczyny.
...szum w uszach... w mieszkaniu... jak w źle dostrojonym radiu... językiem, którego nie znam...
Nate nagle poczuł ochotę zbadania sprawy. Ktokolwiek próbował tej ślicznotce wysłać wiadomość, był bardzo konsekwentny w swoim działaniu, a więc najwidoczniej zdesperowany. Ciekawiło go, jaki kosmita mógł aż tak bardzo chcieć skontaktować się z kimś na tej śmiesznej planetce. Cała sytuacja była co najmniej... trudna do zrozumienia. Jedno było pewne - zamierzał tę zagadkę rozwiązać, choćby z nudów.

- Spróbujesz mnie przebić swoją historią? - spytała Mi niepewnie, obserwując jego twarz, próbując dostrzec jego reakcję na swoje niezwykłe wyznanie.
Władca Czasu milczał przez chwilę, zastanawiając się ile szczegółów powinien jej wyjawić. W końcu postanowił, że powstrzyma się, dopóki Michelle sama nie zacznie zadawać pytań.

- To nie byłoby takie trudne, jak ci się wydaje - rzucił tajemniczo unosząc kącik warg w krzywym, ironicznym uśmiechu. - Nie zrozum mnie źle, ale... wydaje mi się, że dobrze byłoby, gdybyś pokazała mi swoje mieszkanie - powiedział pewnie i obdarzył ją poważnym spojrzeniem.
Przemknęło mu przez myśl, że kolejnego policzka tego dnia jego duma nie zniesie i na wszelki wypadek dopilnował, żeby jego twarz znajdowała się poza zasięgiem dłoni Michelle.



avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Gaytia III Demarchelier on Pią Gru 28, 2012 8:20 pm

Gaytia jak zwykle szukała dobrego momentu, aby nagle przy stole, przy którym właśnie spożywali, w sztywnej atmosferze, obiadek ogłosić swoje nagłe zapadnięcie na jakąś śmiertelną chorobę, dzięki czemu nie będzie musiała więcej przebywać w tym domu.
Jednakże w planach przeszkodziła jej jedna z sióstr, która z zamiłowaniem prowadziła konwersacje na temat polityki w ich kraju i nie szczędząc szczegółów opowiadała o zaplanowanej przyszłości.

Nie żeby Gaia co jakiś czas parskała ze śmiechu, pozbywając się przy tym części jedzenia z ust... ona po prostu nie mogła pojąć jak to się stało, że jedynie jej osóbka urodziła się (powiedzmy) bez żadnej skazy psychicznej? Gdyby ktoś zobaczył ją obok swojej rodziny z tymi poważnymi minami i spytał się owego człowieka, czy sądzi, iż mają jakieś powiązania krwi, to najpierw padłby ze śmiechu, a potem spytał czy mówi serio.

Nagle w całym domu wszelkie rozmyślania, rozmowy i inne pierdoły przerwał donośny alarm rozchodzący się na cały dom. Wszyscy zareagowali zdziwieniem i z miną detektywa ruszyli tyłki od stołu i zaczęli zmierzać w kierunku dźwięku. Jedynie pan Habiel dokładnie wiedział co dany sygnał oznacza. Choć jego wyraz twarzy nie różnił się zbytnio od pozostałych, było w nim coś, co świadczyło o większym rozumieniu całego zamieszania... i wcale nie odstawało to od prawdy.

- Co to do kurw...
- Gaytio! Możesz nie przeklinać? - skrytykowała ją matka. Przecież używanie takich słów było haniebne w ich rodzinie, nie wspominając o tym, że nawet same myśli z wulgarną treścią są pewnym rodzajem niechlujstwa.

Dziewczyna przewróciła oczami:
- Zatem, droga rodzicielko - zaczęła jak najbardziej królewskim tonem - czy byłabyś w stanie określić, po czym podać mojej osobie współrzędne rozbrzmiewającego dźwięku? W tymże momencie skłonna byłbym chyżo czmychnąć w stronę wcześniej wspomnianego sygnału, aby zapobiec jego dalszemu rozbrzmiewaniu, azaliż czacha mi zaraz pęknie, gdyż chwilowo mam tam taki burdel, że mi się dziwki zalęgną - doprowadziła swój monolog do końca. Matka Gai nawet nie miała zamiaru zareagować, gdyż i tak nic by to nie dało. Zrobiła jedynie minę, która miała wskazać, iż gardzi swoją córką. Oczywiście tylko chwilowo miała zamiar siedzieć cicho, bo już otwierała usta, aby wyrazić swój sprzeciw, gdy ze słowem wtargną Habiel:
- Moje drogie damy - zaczął spokojnie. - Zamkniecie się w końcu, czy sam mam wam zatkać gęby? - po czym dodał nonszalanckim tonem kłaniając się lekko - Panie przodem...

Cała rodzina podążyła za mężczyzną.
Ich pałac był wieki, zatem kilka chwil zajęło zanim dostali się do piwnicznych pomieszczeń. Nikt z rodziny nie schodził tu często. Ciemne korytarze, zaułki... to dziwne nie czuć się bezpiecznie we własnym domu. Lecz czy wiadomo co w tak ogromnym budynku, należącym do siedmioosobowej rodziny może czyhać?
Gaytia niezmiernie ubolewała nad tym, że mimo wielości pomieszczeń jakimi dysponowała, nie wolno jej urządzić nic prócz wystawnych bali, gdzie najciekawszym zajęciem jest podrygiwanie do muzyki skrzypiec.

W miejscu, w którym wyłonili się zza rogu można było dostrzec... rzeźbioną szafę? A najdziwniejsze było to, że to z niej dochodził dźwięk. Rodzina popatrzyła po sobie, wymieniając zdziwione spojrzenia.
- Co do...? - zaczęła blondynka.
- Alarm - wtrącił się pan Habiel.
- O, dzięki tato, bo ja głupia myślałam, że po prostu ktoś włączył męczący dubstep! - walnęła się dłonią w czoło.
- Co słychać, „dubstep”?- spytała się jedna z sióstr.
Nie wiem czy może wydawać się to dziwne, ale jak widać niektóre dziewczęta z rodziny Demarchelierów są niezwykle... nieobeznane? Może i żyły jakby trochę w średniowieczu i z pewnymi panującymi w dwudziestym pierwszym wieku rzeczami nie miały styczności, ale ludzie! Tu wystarczy mieć znajomych. Czasami Gaia dziwiła się czemu jej ojciec nie może wywieźć ich do średniowiecza - tam by się odnalazły. Miejsce wprost stworzone dla jej rodzeństwa.
- Wzywają mnie na Gallifrey - zaczął. - Dawno nie słyszałem tego alarmu i mogę dać sobie rękę uciąć, że to nie ćwiczenia... - popatrzył po szafie, jakby widział w tym siódmy cud świata. - Nie zawracaliby mi tym głowy.

Odkąd sięgają wspomnienia Gaytii, zawsze chciała zobaczyć tę planetę, o której ojciec tak dużo opowiadał. Jak taka dusza jak ona, może nie dojrzeć wszechświata, choć tak naprawdę mogłaby to dostać na wyciągnięcie ręki?
Wiedziała na czym polega życie władcy czasu, ile mają wcieleń, że są inteligentni... wiedziała także, że ona taka jest - no a przynajmniej w połowie. Lecz nigdy nie miała okazji poczuć Gallifreyskiego powietrza.
- Tato, pozwól mi lecieć z sobą - stanęła obok niego i posłała jedno z tych błagających spojrzeń.
- Nie - nie dokończył, bo córka automatycznie mu przerwała:
- Ty zawsze mówisz "nie", zawsze! - zaczęła podnosić głos. - Jestem jedną z nich. Nieważne czy nazywasz swoją rasę snobami. Nie obchodzi mnie twoje zdanie... ja po prostu chcę się dowiedzieć kim jestem! - krzyczała zbulwersowana faktem odmowy.
Habiel spojrzał na nią z troską. Podniósł rękę i jak za dawnych czasów poprawił jej włosy odgarniając je za ucho. Najpierw Gaia chciała je odtrącić, ale przypomniała sobie, że tata zazwyczaj tak okazywał jej co czuje, jak bardzo jest dla niego ważna.
- Chciałem powiedzieć, że nie ma sprawy, ale twój zbiór wypływających emocji, trochę utwierdza mnie w przekonaniu, że może jeszcze nie jesteś gotowa? - uśmiechnął się ciepło.
Jej także nie zostało nic innego, niż wykrzywienie ust w tym miłym geście, ah, no i oczywiście rzuciła się mu na szyję, przytulając jak najmocniej i mówiąc: "Dziękuję, dziękuję, dziękuję!"
Chyba nie będzie zaskoczeniem, jeśli dodam, że blondynka miała o wiele lepszy kontakt z ojcem, niż z resztą rodziny?

Weszli do szafy, a tam oczom Gayti ukazało się wielkie wnętrze z milionem przycisków i wszelakich dźwigni. Miała ochotę rzucić się na nie i sprawdzić jak działają, ale obawiała się, że Habiel wyrzuci ją gdzieś po drodze i wyląduje w jakiejś biedzie i ubóstwie, Bóg wie w jakim roku.
- Zapraszam na podróż! - pociągną za jakieś coś, a w pomieszczeniu dało się słyszeć delikatne skrzypnięcie. O taaaaaak, dawno nie była używana. Może kiedyś będzie należeć do Gai?
__
D.
avatar
Gaytia III Demarchelier

Liczba postów : 14
Join date : 26/12/2012
Age : 23
Skąd : Anglia

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Pią Gru 28, 2012 10:01 pm

Czekała na salwę śmiechu. Na pełne niedowierzania spojrzenie. Może nawet na - jakże łatwo to sobie wyobrazić! - propozycję udania się do specjalisty. Racjonalny sposób myślenia dawał jej tylko takie wizje. Przecież, gdyby to ona wysłuchała takiej historii, nie mogłaby zareagować inaczej! To co się działo było nienormalne, chore. Dlatego na jej twarzy widać było zdumienie, gdy z taką powagą stwierdził, że musi zobaczyć jej mieszkanie. Do głowy jej nie przyszło, by szukać w tym podtekstów. Nie wzięła też tego za żart czy powodowaną nieczystymi pobudkami chęć dostania się do jej domu. Czuła, że ten człowiek może - i chce - jej pomóc. Dlaczego? Jak? Nie miała bladego pojęcia i nic ją to nie obchodziło. Jeśli istniała choć minimalna szansa na wyjaśnienie i powstrzymanie tego czegoś, była gotowa się zgodzić z każdym jego słowem i zrobić wszystko czego będzie od niej wymagał.
Zatrzymała się w pół kroku, obróciła w jego stronę i leciutko zmrużyła oczy. Potem uśmiechnęła się z absolutną wdzięcznością i skinęła lekko głową, na znak zgody.
- To niedaleko. Musimy tylko wyjść z parku i przejść jedną przecznicę - ruchem głowy wskazała kierunek, a potem energicznym krokiem ruszyła przed siebie. Chciała jak najszybciej zaprowadzić go do domu, bo ciągle nie opuszczała jej myśl, że może zmienić zdanie albo okazać się jej halucynacją. Bo może faktycznie zwariowała?
- Ach, tak swoją drogą. Jestem Michelle - zerknęła na niego przez ramię, uśmiechając się z pewnym rozbawieniem. Coś ewidentnie było z nią nie tak, skoro zapraszała ludzi do swojego domu, nawet nie prosząc ich o imię i nie zdradzając własnego.

Dotarcie do mieszkania zajęło im góra pięć minut. Chelle szybciutko przebierała nóżkami. Nie dało się też nie zauważyć, że im bliżej była drzwi mieszkania tym bardziej niespokojna się robiła. Rozglądała się na boki, nieustannie marszczyła brwi, a od chwili, gdy znaleźli się na klatce schodowej, wzdrygała się przy każdym niespodziewanym dźwięku, który dochodził do jej uszu. Mieszkała w czteropiętrowej kamienicy, a jej dwupokojowe mieszkanko mieściło się na ostatnim piętrze. Było urządzone w ciepłych barwach - beżach i pastelowych odcieniach zieleni. Panował w nim niemal nienaturalny porządek, który był zapewne wynikiem nieprzespanych nocy. Dziewczyna robiła wszystko byle tylko zagłuszyć szum w swojej głowie, nawet zabierała się za porządki. Jedynym nie pasującym elementem wystroju było duże kartonowe pudło, stojące w rogu salonu, na które dziewczyna zdawała się nie zwracać uwagi. Odwiesiła swoją kurtkę, zrzuciła ze stóp trampki i zaproponowała swojemu niespodziewanemu wybawcy, by się rozgościł.
- Masz może ochotę na herbatę? - spytała nieco drżącym głosem, intensywnie pocierając przy tym palcami prawą skroń. Co zabawne zdawała się nie być świadoma tego gestu. Wyglądała też na bardzo zdenerwowaną, choć usiłowała to ukryć. Zachowywała się nieco jak rozdrażnione zwierze. Od chwili przekroczenia progu jej uszy łowiły w powietrzu irytujący szum do czego jeszcze się nie przyznała. Brakowało jej też odwagi, by zapytać czy on to słyszy. Myśl o przeczącej odpowiedzi, napawała ją niewyobrażalnym lękiem.
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Pią Gru 28, 2012 11:02 pm

Do celu zmierzali pospiesznie i nerwowo. Nate, znany ze swojej niecierpliwej natury, po prostu chciał być na miejscu jak najszybciej. Drażniło go chodzenie piechotą i gdy tylko było to możliwe, do przemieszczania się pomiędzy różnymi, choćby najmniej oddalonymi od siebie lokalizacjami używał Bad Wolfa. Maszerował więc żwawo, starając się stawiać jak największe kroki.
Natomiast Michelle z taką prędkością przebierała nogami, że ledwie dało się je w ogóle dostrzec. Bardzo prawdopodobne, że gdyby zwiększyła tempo jeszcze trochę, poniżej pasa byłaby tylko rozmazaną plamą. Dało się zauważyć, że była silnie zdenerwowana, a w pewnym momencie zaczęły nią wręcz wstrząsać dreszcze. Na swojej ślicznej buzi miała wymalowany nie tyle silny niepokój, co po prostu przerażenie. Nathanael zastanawiał się, czy przypadkiem się nie rozmyśliła odkrywając nagle, że nie jest na tyle odważna, by zaprosić go do swojego mieszkania. Nie byłoby to najgłupszym posunięciem z jej strony, bo komu jak komu, ale Nate'owi zdecydowanie nie należało ufać. Ale akurat tę wiedzę zamierzał póki co zachować dla siebie.
Gdy w końcu wspięli się na to cholerne czwarte piętro i przekroczyli próg mieszkania, Władca Czasu natychmiast zaczął wnikliwie przyglądać się pomieszczeniu. Oczywiście wystrój nie obchodził go nawet w najmniejszym stopniu, rozglądał się za urządzeniem przekazującym wiadomość.
- Masz może ochotę na herbatę? - to pytanie dotarło w pewnym momencie do jego świadomości. Jasne, że nie chciał jakiejś herbaty, co to za śmieszne pytanie. Spojrzał na Michelle chcąc bardziej lub mniej grzecznie odmówić, ale wystarczył mu jeden rzut oka, żeby zmienić zdanie. Ewidentnie potrzebowała czegoś, czym mogłaby się zająć i co odwróciłoby jej uwagę. Zaraz mu się tu rozryczy z tych nerwów.
-Poproszę - rzucił krótko i powrócił do swojego poprzedniego zajęcia. Wyjął z kieszeni soniczną sondę i zaczął nią skanować ściany salonu. Ustawione w kącie pokoju kartonowe pudło podejrzanie wpłynęło na odczyt urządzenia.
-Co tam masz? - spytał mężczyzna bez ogródek, marszcząc przy tym brwi.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Pią Gru 28, 2012 11:32 pm

Tak, bardzo chciała czymś zająć ręce. Poza tym szczerze wierzyła w niezwykłe właściwości naparu z liści herbaty. Nic nie dawało tak cudownego poczucia normalności jak ujęcie w dłonie kubka z gorącym płynem. A piski czajnika choć na chwilę zagłuszały uporczywy hałas w jej głowie. Zniknęła na chwilę w kuchni, by przygotować napoje. Wsypała do dwóch identycznych kubków liściastą herbatę i zalała ją wrzątkiem. Na tacce postawiła oba naczynia i cukierniczkę. Nie miała mleka ani cytryny, bo ich nie używała więc nie mogła ich zaproponować swemu nadal bezimiennemu gościowi. Zresztą nie miało to znaczenia. I tak wiedziała, że nie upiją nawet łyka tej herbaty. Chodziło o uspokojenie nerwów, choć na chwilę.
Postawiła tacę z parującymi kubkami na niskim stoliku do kawy, a potem cofnęła się do progu pokoju. Stojąc w drzwiach przyglądała się jak mężczyzna bada jej mały salonik dziwnym urządzeniem. Był jakimś łowcą duchów? Nie mogła tego zrozumieć, ale nie oponowała. Przyglądała się w milczeniu, starając się nie przeszkadzać, do czasu, aż nie usłyszała pytania. Zmarszczyła lekko brwi jakby miała problem z dostrzeżeniem kartonu (dość dziwne biorąc pod uwagę fakt iż do najmniejszych on nie należał), a potem wzruszyła nieznacznie ramionami.
- Nie wiem - odparła zgodnie z prawdą. - To rzeczy mojej kuzynki, Meredith. Prosiła mnie żebym to przechowała. Stoi tu już z miesiąc - w tym momencie znów zaczęła nerwowo pocierać dłonią skronie. I choć w jej głosie nie pojawiła się nawet nutka wahania, to jej mimika wskazywała na kolejny atak niepokoju. Jej umysł nie był świadomy w czym leży problem, ale ciało czuło, że coś jest nie tak. Mogła nie zdawać sobie teraz z tego sprawy, ale gdyby zadzwoniła do domu i zapytała o kuzynkę Meredith, nikt nie wiedziałby o kogo chodzi. Sama Michi była jednak święcie przekonana, że jej nieistniejąca krewna prosiła ją o taką przysługę.
Im bardziej skupiała się na kartonie, im dłużej myślała nad jego pochodzeniem - tym bardziej irytujący szum narastał. Dziewczyna jęknęła cichutko, przymykając oczy jakby to mogło jej jakoś pomóc złagodzić nieprzyjemne wrażenia.
- Błagam, niech to się skończy - szepnęła, przyciskając obie dłonie do uszu, co w niczym nie pomagało, bo szum rodził się gdzieś w jej głowie.
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Pią Gru 28, 2012 11:53 pm

Zanim jeszcze skończyła mówić, Nate już pospiesznie rozrywał taśmę, którą zabezpieczone było pudło. Dokładnie tak, jak się spodziewał - znalazł tam przekaźnik, z którego wiadomość wędrowała do Michelle. Nadajnik musiał znajdować się na planecie, z której wiadomość była systematycznie wysyłana.
- Musisz mnie koniecznie przedstawić kuzynce Meredith - odparł złośliwie, obracając przekaźnik w dłoniach i oglądając go dokładnie z każdej strony. Oczywiście żadna Meredith nie istniała - to był akurat dość prymitywny trik, prosty filtr percepcji. Raczej niemożliwe, żeby jakaś ziemska panienka miała dostęp do tego typu technologii i najzwyczajniej w świecie zostawiała ją kuzynce na przechowanie. Choć z drugiej strony, po głupocie rodzaju ludzkiego można się było spodziewać chyba wszystkiego.
Ktokolwiek zostawił przekaźnik w salonie tej przerażonej dziewczyny, miał w tym jakiś konkretny cel i włożył wiele starań w jego realizację. Nate'owi nie mieściło się w głowie - PO CO ktokolwiek miałby chcieć się skontaktować ze zwykłą, niewyróżniającą się pod żadnym względem mieszkanką Ziemi? To się wszystko nie trzymało kupy. Albo ta mała była pod jakimś istotnym względem wyjątkowa, albo nadawca wiadomości był po prostu niezmiernie głupi.
Do wyjaśnienia pozostała jeszcze jedna kwestia: w jaki sposób przekaz dostawał się do umysłu Michelle? Władca Czasu spojrzał na nią przenikliwie, skanując kobietę wzrokiem. Gdzie mógł znajdować się odbiornik, dzięki któremu dźwięk płynął prosto do uszu Michelle? W końcu Nate'owi zaświtał w głowie pewien pomysł.
- Jak często zmieniasz te kolczyki?
__
D.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Sob Gru 29, 2012 12:12 am

Zasłanianie uszu nic nie dało. Dźwięk wciąż przybierał na sile i w jakiś całkiem irracjonalny sposób, Chelle miała wrażenie, że im bardziej usiłuje się skupić na słowach Nathaneala, tym jest gorzej. Jakby coś chciało ją powstrzymać od myślenia na temat tajemniczego pudełka i jego zawartości. Dziewczyna potrząsnęła lekko głową, czując się tak jakby ktoś właśnie uderzył ją czymś ciężkim - była zdezorientowana i z trudem skupiała myśli. Nie odpowiadała na słowa swego towarzysza, nie patrzyła na niego ani na przekaźnik. Szum przechodził w irytująco wysoki pisk, o zbyt wysokiej częstotliwości. Zaczynała odczuwać ból, co do tej pory się nie zdarzało (jakby nie było, dotąd ignorowała przeklęte pudło). Ze sporym opóźnieniem zareagowała na pytanie o kolczyki.
- Kolczyki? - powtórzyła podnosząc dłonie do góry i zaciskając je na delikatnych płatkach uszu. Nie mogła sobie przypomnieć kiedy założyła te kolczyki i jak długo je nosi. Nie pamiętała nawet jak wyglądają! Kierowana nagłym impulsem ściągnęła metalowe ozdoby i nagle - cisza. Jej źrenice rozszerzyły się gwałtownie, gdy ze szczerym zdziwieniem rozejrzała się wokół. Najpierw spojrzała na małe srebrne wkrętki, które leżały na jej dłoni, później na Natha i to dziwne coś co trzymał w ręce.
- Przestało - westchnęła z bezgraniczną ulga. - Zamknęło się. Po cholernych trzech tygodniach męczarni, to coś przestało - zaśmiała się z niedowierzaniem, a potem w trzech krokach pokonała odległość dzielącą ją od Władcy Czasu. Przyklękła na podłodze obok niego i wyciągnęła do niego dłoń z kolczykami.
- Skąd ja je mam? Nie kupowałam ich. I co było w tym pudełku? Meredith mówiła, że to coś do jej projektu naukowego, ale nie wygląda na robotę studentki historii - mówiła szybko i wyraźnie była podekscytowana. Teraz, gdy szum ustał była cholernie ciekawa skąd się wziął i kogo może czule kopnąć w cztery litery za spapranie jej prawie miesiąca życia.
Wreszcie niebieskie tęczówki zatrzymały się na twarzy mężczyzny. Patrzyła na niego z podziwem i wyraźnym zainteresowaniem. Było w nim coś niezwykłego, co dopiero teraz dostrzegała. Jakby ktoś ściągnął jej klapki z oczu.
- Jak ty na to wpadłeś? - szepnęła, a w jej głosie zachwyt mieszał się z niedowierzaniem.
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sob Gru 29, 2012 12:35 am

Z lekkim poirytowaniem słuchał radosnej paplaniny Chelle. Zdecydowanie wolał ją w innym nastroju, nawet trzęsąca się niemiłosiernie ze strachu była łatwiejsza do zniesienia, niż ta podekscytowana panienka. Nate na sekundę przywołał obraz dziewczyny siedzącej na ziemi w parku i ciskającej piorunujące spojrzenia w jego kierunku przy akompaniamencie groźnych syków. W tej chwili niczym nie przypominała tamtej atrakcyjnej, wojowniczej agresorki, która wpadła mu w oko. W dodatku wpatrywała się w niego niczym w jakiegoś superbohatera, co zirytowało go jeszcze bardziej. Nie był żadnym miłosiernym samarytaninem i nie zamierzał robić niczego, by jej pomóc. Przywiodły go tutaj ciekawość i nuda. A teraz ta mała wlepiała w niego swoje wkurzające, maślane spojrzenie.
Wyjął kolczyki z wyciągniętej dłoni Michelle i włożył sobie do kieszeni. Oczywiście nie miał zamiaru odpowiadać na żadne durne pytania, a już na pewno nie miał w planach wkładania wysiłku w próby wtrącenia czegoś w potok słów tej gadatliwej panny. Cierpliwie poczekał, aż dziewczyna skończy wyrzucać z siebie pytania z prędkością biliona słów na sekundę. W końcu ucichła.
- Jak ty na to wpadłeś? - spytała ledwo dosłyszalnym szeptem, a na jej twarzy odmalowało się niedowierzanie.
Nate wykrzywił usta w ironicznym uśmieszku.
- Po prostu jestem mądrzejszy od wszystkich facetów, jakich do tej pory poznałaś - odpowiedział arogancko, po czym wciąż trzymając w dłoniach przekaźnik, wstał z podłogi z zamiarem niespiesznego skierowania się w stronę drzwi wyjściowych. Chciał odsłuchać tę wiadomość w spokoju i samotności.
__
D.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Sob Gru 29, 2012 1:26 pm

Trudno było jej się zachowywać inaczej. Z jej punku widzenia był bohaterem. Bo jak inaczej nazwać obcego mężczyznę, który pojawia się znikąd, nie zdradza swojego imienia, a potem ratuje Cię z tarapatów? Nathanael uwolnił ją od tego co przez ostatnie tygodnie rujnowało jej życie i tym samym zwrócił jej wiarę we własne zdrowie psychiczne. Jak mogłaby nie czuć wdzięczności?
Jednak to nie było jedyne uczucie, które tliło się w jej małym ciałku. Gdzieś tam czaiła się wściekłość, ta sama, która go wcześniej zainteresowała, ale dużo, dużo silniejsza. Nie była jednak wymierzona w jego osobę - przynajmniej na razie. Chelle chciała... nie! Ona musiała wiedzieć kto jej to zrobił. Musiała się dowiedzieć jak do tego wszystkiego doszło i jaki był tego cel. Przejście obojętnie obok czegoś takiego nie leżało w jej naturze. Zresztą nie znając sprawy, skąd miała mieć pewność, że cała sytuacja się nie powtórzy?
- Och, jesteś też z pewnością dużo skromniejszy - mruknęła ironicznie natychmiast tracąc dobry humor. Jego zachowanie budziło jej niepokój. Zabrał kolczyki, nie chciał nic powiedzieć... zaraz, czy on chce teraz wyjść i to wszystko zabrać?! Dziewczyna potrzebowała ułamka sekundy, by zerwać się na nogi i podążyć za swoim gościem. Gdy był już przy drzwiach, przemknęła mu zwinnie pod ramieniem (drobna postura się przydaje!) i zatarasowała przejście. Zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami, stając twarzą w twarz z Władcą.
- O nie, nigdzie stąd nie pójdziesz. Nie, jeśli chcesz mi to zabrać - cedziła słowa przez zaciśnięte zęby wyraźnie bardzo zdeterminowana do odzyskania przekaźnika i (podobno) kolczyków. Ręce splotła na piersi, a błękitne oczy, jeszcze przed chwilą tak przyjazne, teraz zerkały na niego wyzywająco i z niemal namacalną wrogością. Brawo, panie Vandenbroek! Udało się panu przekierować jej złość na siebie.
- Ktoś zostawił to w moim mieszkaniu. Ktoś torturował mnie tym pieprzonym szumem przez trzy długie tygodnie. Znajdę tego kogoś i wcisnę mu to coś do gardła żeby się udławił. Nie chcesz nic mówić, super! Nie potrzebuję tego, sama się wszystkiego dowiem. Ale nie zabierzesz mi tego, jasne? - ostatnie słowa niemal wywarczała, dźgając go palcem w pierś. Nie zamierzała go wypuścić, jeśli nie zostawi kosmicznego cudactwa. Wdzięczność, wdzięcznością, ale zemsta ma teraz wyższy priorytet.
__
D.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sob Gru 29, 2012 9:31 pm

Spokój był chyba ostatnią rzeczą, której Nathanael miał tego dnia doświadczyć. Natomiast Michelle była ewidentnie specjalistką od zmiennych nastrojów, gdyż przez spędzoną z nią niecałą godzinę Władca Czasu mógł zaobserwować chyba całą dostepną paletę jej humorów. Gdy tylko zauważyła, że jej gość ma zamiar odejść, znów aktywowała swój tryb bojowy. W mgnieniu oka znalazła się tuż przy nim i z twarzą oddaloną od jego twarzy zaledwie o centymetry, szczerzyła kły i wściekle warczała.
W oczach Nate'a pojawił się błysk i mężczyzna z trudem zdołał ukryć uśmiech zadowolenia. Taka mu się podobała. Nigdy nie wydawały mu się atrakcyjne szare myszki, bojące się odezwać, ani tym bardziej irytujące, wesoło szczebioczące słodkie idiotki. Lubił kobiety z charakterem, a stojąca przed nim bohaterska tygrysica z pewnością niezły charakterek miała. Ukryty gdzieś pod warstwami dobrego wychowania i przyjaznego usposobienia, ale tam był: gorący, drapieżny temperament. A Nathanael miał ochotę wydobyć z niej wszystko, co mroczne i groźne.
Gdy wyzywająco patrząc na Władcę Czasu i stukając palcem w jego klatkę piersiową wyrzuciła z siebie złowieszczy rozkaz, Nate omal nie wybuchnął śmiechem. W ostatniej chwili zdołał się jednak opanować. I jeszcze to władcze "jasne?". Choć niezaprzeczalnie wpadła mu w oko, postanowił z nią trochę poigrać. Obrzucił ją chłodnym spojrzeniem, cofnął się o krok do tyłu tak, aby znajdować się poza zasięgiem jej ręki i wycedził powoli:
- Jeśli chcesz zrozumieć wiadomość, musisz pójść ze mną. Nie zapomnij tylko powiedzieć "proszę".
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Michelle Gamble on Pią Sty 04, 2013 1:26 pm

Michelle było ostatnio odrobinkę rozchwiana emocjonalnie. Wydarzenia, które miały miejsce mąciły jej w głowie i sprawiały, że z trudem panowała nad emocjami, które niczym wielka kolorowa chmura kotłowały się w jej wnętrzu. Sama nie była już do końca pewna co czuje. Teraz z pewnością przeważała złość. Ciężka, brudnoczerwona chmura zalegająca w jej głowie, która przeinaczała jej myśli i pozostawiała na języku gorzki posmak. W kogo faktycznie była wycelowana ta złość, też już nie była do końca przekonana. Może w jej dręczyciela, a może w tego faceta, który ją jednocześnie irytował i budził ciepłe fale wdzięczności, ginące teraz w gęstej czerwieni jej wściekłości. Nawet jeśli złoszczenie się na niego nie wydawało jej się do końca racjonalne, nie chciała przestawać. Nie chciała myśleć, nie chciała być stoicka do bólu. Chciała działać, czuć, robić wszystko na co od dawna sobie nie pozwalała.
Patrząc na niego spod podejrzliwie zmrużonych powiek, rozważała jego słowa. Nie bardzo rozumiała czemu nie mogli tego odsłuchać tu i dlaczego tak bardzo chciał to stąd wynieść. Było niebezpieczne? Nie, gdyby miało wybuchać, już by to zrobiło. Jego propozycja budziła pewne jej zastrzeżenia, ewidentnie czuła, że coś tu śmierdzi. Ale po pierwsze nie miała na to żadnych sensownych dowodów, a po drugie... cholera to może być najprostszy sposób na odkrycie o co w tym wszystkim chodzi! Widać było, że on się na tym zna. Zmarszczyła lekko nosek, a potem prychnęła cicho.
- Nie będę o nic prosić, łaski mi nie robisz. - odpowiedziała, a w jej tonie było o wiele więcej pewności niż jej faktycznie czuła. Błyskawicznie wciągnęła na nogi trampki i narzuciła na ramiona kurtkę. Tym razem nie zapomniała o rękawiczkach, które wystawały z kieszeni zalegającego na wieszaku zimowego płaszcza. Rzuciła swojemu towarzyszowi niezbyt ciepłe spojrzenie, sugerujące, że lepiej nie próbować żadnych sztuczek, a potem wypuściła go z mieszkania. Zamknęła za nimi drzwi i schowawszy klucze do kieszeni, spojrzała na Władcą Czasu.
- Prowadź, panie genialny. - mruknęła nieco ironicznie, wskazując mu dłonią schody.
avatar
Michelle Gamble

Liczba postów : 17
Join date : 23/12/2012
Skąd : Dublin

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sob Sty 05, 2013 5:31 pm

Niewiele brakowało, a mała Chelle zaczęłaby wypuszczać uszami parę z tej złości. Jej wściekłość za każdym razem przychodziła znienacka i zagarniała jej całą energię. W głowie tej dziewczyny szalała w tej chwili burza - Nate dostrzegał to, chociaż ze wszystkich sił starała się to ukryć. Emocje dodawały jej pewności siebie i odwagi. Władca Czasu patrzył na nią zafascynowany, nie mogąc oderwać wzroku od tego uroczego zjawiska. Popatrzyła na niego zimno i ostentacyjnie otworzyła przed nim drzwi mieszkania, dając mu jednoznacznie do zrozumienia, że ma ją natychmiast doprowadzić do miejsca, w którym cokolwiek stanie się dla niej jasne.
- Prowadź, panie genialny - rzuciła burkliwie i wskazała mu kierunek, w którym miał podążyć. Nathanael rzucił jej przelotne spojrzenie i skrupulatnie maskując uśmieszek zadowolenia ruszył przed siebie w milczeniu.
Nate nie należał do osób, które w jakichkolwiek okolicznościach uznawałyby za stosowne tłumaczyć cokolwiek osobom, które nie nadążały za przebiegiem wydarzeń. Tak też było i tym razem. Nie zamierzał mówić małej Michelle więcej, niż to będzie absolutnie konieczne. Jeśli coś zrozumie - świetnie, jeśli się nie odnajdzie w nowej sytuacji - no cóż, to nie jego problem.
Nie odzywali się do siebie całą drogę. Mężczyzna prowadził Chelle z powrotem do Hyde Parku nawet na nią nie zerkając. Cały czas zastanawiał się nad treścią przesyłanej do Mi wiadomości, ta zagadka nie dawała mu spokoju. Na dodatek mała postanowiła zostać irytującym problemem - gdyby nie była tak uparta, Nate już dawno odsłuchałby przekaz. Ale niestety musiał ją zaciągnąć do Bad Wolfa, żeby komputer pokładowy mógł jej wszystko przetłumaczyć. Co chwilę przyspieszał kroku, chcąc w końcu dotrzeć do celu. Gdy doszli na miejsce, bez słowa otworzył przed nią drzwi TARDIS i niecierpliwie wystukując palcami towarzyszący mu całe życie rytm czekał, aż dziewczyna wejdzie do środka. Zauważył z rozbawieniem, że wzajemne przepuszczanie się w drzwiach staje się powoli ich małą tradycją.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Game Master on Czw Sty 10, 2013 9:42 pm

Nic nie zapowiadało na żadną katastrofę, a już na pewno nie na czyjąś śmierć. Nie no, za nic. Przecież to by było niedopuszczalne: młoda dziewczyna na przykład o imieniu Michelle, dajmy na to, mieszkanka Dublina zostaje niespodziewanie postrzelona w napadzie, który nagle zrobił się sensacją i punktem kulminacyjnym wydarzeń całego dnia, a także rozegrającym się, ZAŁÓŻMY, przy obecnym miejscu jej położenia. A już w ogóle zadziwiające by było, gdyby mężczyzna towarzyszący owej damie nie został nawet draśnięty.
Tak, takie zdarzenia nigdy, powtarzam NIGDY nie rozstrzygnęłyby się na ulicach tak spokojnej okolicy.ABSURD . Dlatego mieszkańcy uroczego miejsca nie mieliby się co spodziewać. Rozwijali się spokojnie na osiedlach, przygotowując dzieci do dorosłego życia. W całej usłanej różami i bielutkimi stokrotkami historii miasta nie było mowy o strzelaninach i innych równie nie do pomyślenia sytuacjach.
Już nie wspominając o tym, iż zabójcy, przestępcy, bezduszne stworzenia i tak dalej, mogły okazać się kosmitami o dziwnym zielonym odcieniu, wyłupiastych oczach i wielkich oślizgłych łapach, porywających biedną postrzeloną ziemiankę.
Nie żeby mężczyzna stojący obok się tym przejął.
Lecz gdyby jednak kiedyś, gdzieś i dajmy na to, że na tych spokojnych ulicach mogło stać się coś tak okrutnego i wychodzącego poza granice, głodni przybysze spoza Ziemi na pewno szybko zakończą cierpienia Michelle.

A jednak.
avatar
Game Master
Mistrz Gry
Mistrz Gry

Liczba postów : 10
Join date : 14/12/2012

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Nie Sty 13, 2013 1:12 pm

To, co nastąpiło w kolejnej sekundzie wydarzyło się w takim tempie, że nawet Władca Czasu miał problemy z nadążeniem za rozgrywającą się akcją. W jednej chwili patrzył na Chelle czekając, aż wejdzie do wnętrza Bad Wolfa, a już w następnej dziewczyna oswuała się bezwładnie na ziemię, a jej płaszcz przesiąknięty był sporą ilością krwi. Strzałów padło kilka, większość z nich miała na celu jedynie obezwładnienie ofiary, ale jeden, pechowy - prawdopodobnie niezamierzony - trafił w jej serce. Nie miała najmniejszych szans na przeżycie. Po kilku sekundach rozpłynęła się w powietrzu. Ktoś ją zabrał. po co? Trudno było się tego domyślić. Nate przez moment w milczeniu wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze niedawno spoczywało ciało kobiety. Teraz została po niej tylko czerwona plama. Szkoda - pomyslał, wzruszając lekko ramionami. Rozejrzał się dookoła - ani śladu ewentualnego sprawcy.
Czy to ma coś wspólnego z nagraniem? - myślał gorączkowo i na wszelki wypadek szybko schował się we wnętrzu statku. Bez zastanowienia sięgnął po kolczyki, znajdujące się w jego kieszeni i podłączył je z systemem nagłaśniającym komputera pokładowego. Sterownię wypełniły głośne dźwięki w kółko powtarzającej się wiadomości. Były to współrzędne jakiejś lokalizacji nadawane w zapętlonym przekazie. Pospiesznie ustawił parametry na konsoli i zastanawiając się, gdzie wyląduje, obrał kurs na wskazane miejsce.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Londyn

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Twórczość Deadpoola

fghj :: Lokalizacje :: Ziemia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach