Paryż

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Paryż

Pisanie by Dorian White on Pią Gru 07, 2012 10:00 pm

Paryż


avatar
Dorian White
Moderator
Moderator

Liczba postów : 58
Join date : 21/11/2012
Age : 791
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Pon Gru 10, 2012 7:24 pm

Był ładny późnojesienny dzień – słońce pięknie świeciło, ale było już dosyć chłodno. Czuć było w powietrzu nadchodzącą zimę, jednak tylko chwilami. Mimo to, Paryż był jak zwykle zatłoczony. Tubylcy, imigranci, turyści przetaczali się każdego dnia w ogromnych ilościach przez niemałe miasto. Zmrok zapadał stosunkowo szybko, lecz wtedy Paryż nabierał nowego niesamowitego uroku. Nocą tętnił innego rodzaju życiem – co tu dużo mówić, nocnym życiem.

Teraz jednak był dzień. Anastasia przechadzała się po Polach Elizejskich. Kochała to miasto całą duszą – za jego różnorodność, otwartość, artyzm. Uwielbiała słuchać tłumów. Dla niej to była nie kakofonia, a symfonia dźwięków. Czasem skupiała się na ogóle, czasem wsłuchiwała się w głosy najbliżej niej i tłumaczyła w myśli z tych języków, które znała.

No i fotografowała. Wszędzie, gdziekolwiek była. Aparat był niemalże przedłużeniem jej dłoni. To nie znaczy jednak, że fotografowała wszystko, o nie – tylko to, co zdawało się jakoś inne, niezwykłe. Dzięki temu nauczyła się inaczej patrzeć na otaczający ją świat. Zaczęła dostrzegać niecodzienne cechy w zwykłych rzeczach.

Dzisiaj też robiła zdjęcia. Szanowała kliszę – bo przecież trzymała w dłoni analogowy aparat. Nie to, że gardziła cyfrowymi, ale ceniła stare technologie. Miała także mały sentyment do całej operacji wywoływania zdjęć. Było już po południu, więc skierowała się do domu.

Tam od progu skierowała swoje kroki do ciemni – jakoś nie mogła się doczekać efektów dzisiejszej pracy. Po skończonej pracy oglądała swoje „dzieła” – bo też było na co popatrzeć. Anastasii jednak, jak większości artystów, tak naprawdę podobała się tylko garstka zdjęć. Tym przyglądała się szczególnie uważnie, zadowolona z siebie. Nagle zauważyła coś dziwnego na odbitce. Co u licha? Niedaleko jej ulubionej ławki stała budka telefoniczna. Była zwyczajna, ale Anastasia dałaby sobie rękę uciąć, że jeszcze wczoraj jej tam nie było. Uświadomiła sobie, że gdzieś już ją widziała...

Gorączkowo zaczęła przeglądać swoje inne zdjęcia. Najpierw te z Paryża, jak najnowsze. Istotnie, budki tam nie było. Przeszukując dalej, na ziemię wypadło zdjęcie z Nowego Jorku. Stała tam identyczna budka! Oczywiście nie na pierwszym planie, ale nie ukryta. I idealnie tam pasowała, choć nie różniła się od tej paryskiej.
- Niesamowite... – wyrwało się jej.
Potem usłyszała burczenie w brzuchu i uświadomiła sobie, że nie jadła od rana. Szybko poszła do pobliskiej knajpy i zamówiła coś na wynos. Do domu ciągnęło ją jak magnesem – musiała sprawdzić fenomen budki.

Miała jednak wiele, wiele zdjęć. Wprawdzie posegregowanych, ale tylko pobieżnie. Pomimo tego postanowiła je przeglądnąć. Zajęło to jej co najmniej pół nocy. Powieki kleiły się mimo kawy. Jej wysiłki się opłaciły – zdała sobie sprawę, że w kilku miastach stała ta budka. Te momenty dzieliły różne odstępy czasowe, różne fizyczne odległości. Chciała zbadać tutejszy obiekt, ale ziewnęła szeroko i powiedziała do siebie:
- Ale to już jutro... Budka nie zając, prawda?
I zasnęła spokojnym snem.

...

Następnego dnia po szybkim posiłku bez zwłoki poszła na interesujące ją miejsce. Niestety, okazało się, że budki nie było. Przecież nie przewidziało mi się? Spojrzała na wzięte ze sobą zdjęcie – budka stała jak wół, a tu nie było po niej ani śladu. Niespodziewanie poczuła, że ktoś się jej przygląda. Powoli obróciła się i doszła do wniosku, że mogła to być tylko ta osoba siedząca na ławce. Przysiadła się do niej i zapytała:
- Czy to możliwe, że duży obiekt pojawia się i znika w środku miasta i nikt tego nie zauważa?
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Wto Gru 11, 2012 3:46 pm

Nate miał ostatnio bardzo pracowity okres. Niemal cały miniony tydzień spędził w swoim najnowszym modelu TARDIS, podróżując pomiędzy niewielkimi okresami czasu i odbierając zamówiony towar od tajemniczego dostawcy. Nie miał pojęcia, kim była ta osoba, ale jedno było pewne: wiele jej zawdzięczał.

Doręczyciel – bo właśnie tak nazywał go Nate w myślach – skontaktował się z nim pierwszy i zaproponował mu niezwykle korzystny układ. W zamian za niewielką opłatę zobowiązał się dostarczać mu broń, której - w świetle gallifrejańskiego prawa - nie wolno było posiadać nieumundurowanym Władcom Czasu. Nate odbierał przesyłki w różnych lokalizacjach na różnych planetach, po czym przetransportowywał je do swojej tajnej bazy, mieszczącej się w jednej z licznych, podwodnych jaskiń na Planecie Wodorostów. To była jego dodatkowa polisa ubezpieczeniowa - na wypadek, gdyby coś w walce z Dalekami poszło nie po jego myśli.

Wiadomością o nadanej przesyłce, a co za tym idzie – o zbliżającej się podróży w celu jej odebrania, był pojedynczy sygnał dźwiękowy, nadawany bezpośrednio do sonicznego zegarka, który Nathanael zawsze nosił na lewym nadgarstku. Od tego momentu miał pół godziny na stawienie się w kolejnym miejscu z listy lokalizacji, którą otrzymał pocztą wraz z opisem oferty Doręczyciela.Od ostatniego sygnału, który odebrał minęło 27 minut, a to oznaczało, że miał dokładnie 180 sekund na pojawienie się w niedużym paryskim parku – pozycji numer 39 na jego liście.

Nate stał przy kosoli swojego statku, trzymajac się jej pewnie prawą dłonią. W lewej ręce niedbale trzymał Listę. Poczekał, aż jego BadWolf spokojnie zaparkuje i szybkim krokiem wyszedł na zewnątrz, uprzednio wciskając nieco już pomiętą kartkę w dłonie Ooda numer 1. Rozejrzał się podejrzliwie dookoła, jak zwykle nie dostrzegając najmniejszych śladów, jakie Doręczyciel mógłby po sobie zostawić. Przesyłka znajdować się miała w stojącym nieopodal śmietniku. Nate usiadł na pobliskiej ławce i niecierpliwie przeczesał dłońmi swoje jasnobrązowe włosy, czekając aż zrobi się zupełnie pusto. Był wczesny poranek i po parku kręciło się niewielu ludzi, a w części, w której się obecnie znajdował nie było niemalże nikogo. Irytującym wyjątkiem była drobna brunetka, stojaca w odległości około dwóch metrów od niego, uporczywie gapiąca się w przestrzeń przed sobą. Zniecierpliwiony Nathanael pewnie już dawno by ją unieszkodliwił, gdyby nie zasada utrzymania poufności akcji. Wszystko musiało być niewinne i niezauważalne. Żaden zgon nie wchodził w rachubę. Niestety.

Brązowowłosa panienka po dłuższej chwili odwróciła się bardzo powoli w jego stronę, ukazując swoją ładną buzię.
No nieźle, nieźle… - przemknęło mu szybko przez głowę. Niespiesznym krokiem podeszła do miejsca, w którym siedział mężczyzna i w zamyśleniu osunęła się na ławkę, zapewne chcąc mu potowarzyszyć.
- Czy to możliwe, że duży obiekt pojawia się i znika w środku miasta i nikt tego nie zauważa? – spytała nagle, uważnie mu się przyglądając.
Na chwilę uchwycił jej spojrzenie, po czym zerknął na swój zegarek. Właśnie minęło dokładnie pół godziny od odebrania sygnału.
- Wy, ludzie, nie zauważylibyście nawet słonia, gdyby władował wam się do łóżka w środku nocy! – burknął nieprzyjemnie i złowrogo zmrużył oczy licząc na to, że ją urazi, dzięki czemu uda mu się jej szybko pozbyć.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Sro Gru 12, 2012 6:13 pm

Anastasia uważnie przyglądnęła się siedzącemu obok mężczyźnie. Miał na oko 30 kilka lat. Bez wątpienia był przystojny, ale też w pewien sposób... agresywny. Chociaż pewnie lepszym określeniem, które jednak dopiero później przyszło jej na myśl, było: nieprzystępny. Pewnie dlatego, że patrzył na nią złowrogo. Swoją drogą, miał dziwny zegarek. Czego to ludzie nie wymyślą... Jednak odpowiedział na zadane pytanie.

Zastanowiło ją od razu, że powiedział: „Wy, ludzie...”. Tak jakby sam się do nich nie zaliczał, jakby był od nich lepszy. Wyraźnie postawił granicę, nie chciał bliższego kontaktu. Potem dziewczyna zajęła się resztą wypowiedzi. Jaka niechęć! A przecież nic mu nie zrobiłam. Wyrwało się jej:
- A co, próbowałeś z czymś mniejszym?
Nie chciała się narzucać, a facet wyraźnie nie życzył sobie jej obecności, więc wstała i rzuciła:
- Ale ja chyba przeszkadzam, pójdę już.

I odeszła spokojnym krokiem w stronę szpaleru drzew. Nie znaczy to, że odpuściła – o nie! Zainteresował ją ten człowiek, a i nie wyjaśniła swojej zagadki. W jakiś sposób czuła, że jedno i drugie ma ze sobą jakieś powiązanie. Kiedy doszła do swojego celu, wyjęła nieodłączny aparat i zaczęła udawać, że robi zdjęcia. Oczywiście, żeby wyglądała wiarygodnie, kilka zrobiła naprawdę. W rzeczywistości zamierzała obserwować nieznajomego, który najwidoczniej na kogoś czekał, bo nieustannie (no dobra, mała przesada) spoglądał na zegarek.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sro Gru 12, 2012 8:39 pm

- A co, próbowałeś z czymś mniejszym?
Nate wpatrywał się w nieznajomą nie do końca rozumiejąc, co mogła mieć na myśli. Czego niby miał próbować? Niepostrzeżenie władować się komuś do łóżka w środku nocy? Niepostrzeżenie władować sobie kogoś do łóżka w środku nocy? To ostatnie mogłoby wymagać od niego pewnego rodzaju schizofrenii, ale zdecydowanie była to zabawna wizja. Zaśmiał się w duchu. Ludzie… Wszechświat kryje w sobie tyle tajemnic, a dla nich wciąż cały świat kręci się wokół jednego… Już miał wygłosić kolejną ostrą uwagę, może nawet coś na temat jej własnego łóżka – to na pewno podziałałoby tak, jak sobie tego życzył – ale młoda brunetka już zrozumiała, że nie jest najbardziej pożądaną osobą w tym towarzystwie.
- Ale ja chyba przeszkadzam, pójdę już. – i wreszcie odeszła. Nathanael błyskawicznie wyjął niewielką paczuszkę ze śmietnika i niepostrzeżenie wsunął ją do kieszeni płaszcza. Powoli podniósł się ławki i ruszył w kierunku swojego pojazdu. Oczywiście kogo zastał w pobliżu? Tę natrętną dziewuchę. Stała sobie jak gdyby nigdy nic i robiła zdjęcia… jego BadWolfowi. Raczej nie zapowiadało się na szybki powrót do domu. Mógłby ją po prostu potraktować swoim starym, wiernym kompanem – laserem, który zawsze nosił przy sobie. Wystarczyłby jeden ruch i jej głowa leżałaby sobie spokojnie u jej własnych stóp, nie sprawiając już więcej nikomu kłopotu. Mógłby nawet pofatygować się i udusić ją własnymi rękami… Ach, kuszące. Prawą dłonią ścisnął pakunek znajdujący się w jego kieszeni. Dziś musiał grać według pewnych zasad.

Nate westchnął cicho i spróbował zagaić rozmowę.
– Ładne drzewo – rzucił niezręcznie i wbił wzrok w dziewczynę, starając się, aby jego spojrzenie nie wyrażało absolutnie żadnycyh emocji.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Sob Gru 15, 2012 8:36 pm

Tak więc zgodnie z jej planem, Anastasia obserwowała nieznajomego. Wyglądało na to, że jej „kamuflaż” się sprawdzał, bo facet przestał zwracać na nią uwagę. Zamiast tego zaczął najzwyczajniej w świecie grzebać w śmietniku. Dziewczyna uniosła brew, skonsternowana. Co jak co, ale tego się po nim nie spodziewałam. W końcu nie wyglądał na typa szukającego jedzenia czy środków do przeżycia w koszu na śmieci. Ten szybko znalazł to, czego potrzebował. Cokolwiek to było, było niewielkich rozmiarów, bowiem za nic nie mogła dostrzec, co to właściwie było.

Mężczyzna niespiesznie wstał i zaczął iść... w jej kierunku. Anie lekko skoczył puls. Zaklęła w myśli. Pewnie mnie zauważył. Jej reakcją na to było wzmożone fotografowanie otoczenia, czyli tego, co akurat było pod ręką. A uwierzcie, nie tak łatwo złapać dobry kadr na poczekaniu.

Zajęta szukaniem odpowiedniego ujęcia, usłyszała:
- Ładne drzewo.
Pierwsza jej reakcja? What the f*ck? Facet najpierw spławia mnie, najwyraźniej mając ochotę zabić wzrokiem, a potem „Ładne drzewo”!? Co to jest, jakieś „Mamy cię”? Spojrzała na niego, lecz jakby założył kamienną maskę, toteż obejrzała się wokół, instynktownie szukając kamer lub czegoś w tym rodzaju. Idiotko, nawet jeżeli by były, to ukryte! – zbeształa się w myśli. Miała ochotę się roześmiać, tak surrealistyczna była ta sytuacja. Jednak byłby to śmiech krótki, niemal sztuczny, nieradosny, więc powstrzymała się. Wreszcie zripostowała:
- W życiu jeszcze nie słyszałam czegoś podobnego na zagajenie rozmowy. Sam to wymyśliłeś? Zresztą, w zasadzie to nieważne. Istotnie, drzewo jest piękne, lecz jakby inne niż do tej pory. No ale Ty pewnie tego nie zauważysz, bo jesteś przyjezdny?
Końcówka jej wypowiedzi była pytaniem. Nie ufała obcym, ale nie przepuszczała okazji zawarcia bliższych znajomości. Kontakty się przydają. A nietutejszych, po tak wielu podróżach, wyczuwała pod skórą. I choć zachowanie faceta nie podobało się jej, to ją zaintrygował, więc nie chciała być już na starcie opryskliwa. Zresztą, to do niej kompletnie nie pasowało.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Nie Gru 16, 2012 12:42 am

W pierwszej chwili dziewczyna zareagowała sporym zaskoczeniem i Nate z pewną dozą cichej satysfakcji obserwował jej reakcję. Gdy usłyszała jego niecodzienną zaczepkę, jej źrenice rozszerzyły się, a oczy zrobiły niemal idealnie okrągłe. Zupełnie zbita z tropu rozejrzała się wokół siebie, jakby nie była pewna, czy to właśnie do niej skierował swoje słowa. Sprawiała wrażenie szukającej wzrokiem kogokolwiek, kto mógłby być potencjalnym adresatem jego lakonicznej wypowiedzi. Oczywiście byli sami – Nathanael postarał się przecież o to, zanim wyjął przesyłkę z kosza na śmieci…
Znikąd pomocy, urocza Ziemianko – pomyślał z rozbawieniem, uważnie obserwując, jak kobieta bezradnie rozgląda się dookoła.

Tymczasem dziewczyna doszła już do siebie i zdobyła się na odpowiedź:
- W życiu jeszcze nie słyszałam czegoś podobnego na zagajenie rozmowy. Sam to wymyśliłeś? – rzuciła uszczypliwie, a na twarzy Nate’a pojawił się leciutki grymas – znak, że starał się zamaskować uśmiech mimowolnie cisnący się na usta. Trudno byłoby odmówić jej racji w tej kwestii.
- Zresztą, w zasadzie to nieważne. Istotnie, drzewo jest piękne, lecz jakby inne niż do tej pory. No ale Ty pewnie tego nie zauważysz, bo jesteś przyjezdny?
- Nigdy? No widzisz, mam punkt za to, że udało mi się cię zaskoczyć. – powiedział, zerkając na nią z łobuzerskim błyskiem w oku, lecz nadal powstrzymując uśmiech. – To prawda, nie pochodzę stąd – dodał, zamaszystym gestem dłoni wskazując otaczającą ich przestrzeń.
Urocza Paryżanka nie mogła mieć pojęcia, jakie było prawdziwe przesłanie, kryjące się pod tymi niewinnymi słowami.
- A drzewo… rzeczywiście, jest wyjątkowe. – Nate zakończył swoją wypowiedź tym dwuznacznym stwierdzeniem, zastanawiając się jednocześnie jak pokierować rozmową, aby pozbyć się tej ładnej dziewczyny szybko i w miarę bezboleśnie. Całe szczęście, że w gruncie rzeczy donikąd mu się nie spieszyło i mógł sobie pozwolić na próbę rozwiązania całej sprawy w taktowny sposób. Pogawędzi z nią, poczeka aż znudzi jej się rozmowa i wreszcie będzie mógł wejść na pokład swojego niezwykłego drzewa. Niezauważony, nie budząc najmniejszych podejrzeń otoczenia.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Nie Gru 16, 2012 9:34 pm

- Nigdy? No widzisz, mam punkt za to, że udało mi się cię zaskoczyć.
Mężczyzna przy tym zaśmiał się oczami. Ech, faceci, wiecznie chcieliby wygrywać. Bo to raczej nie podryw? Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi i spuściła głowę (patrz: gif w KP).

- To prawda, nie pochodzę stąd.
I do tego gest dłonią. Jakby obejmował nie tylko Paryż, ale więcej. Pewnie Francję.
- Ale po francusku mówisz świetnie – może trochę zalotnie przekręciła głowę i uśmiechnęła się szerzej. No widzisz, nie jesteś taki zły, jak się na początku zdawałeś. W tym stwierdzeniu było ukryte pytanie, skąd w takim razie pochodzi. Ana miała nadzieję, że je wyczuje. Początkowo na usta cisnęło się jej pytanie, co tu robi, ale przecież mężczyzna najwyraźniej nie chciał, żeby ktokolwiek o tym wiedział. Mógłby się rozzłościć, a drażnić go nie chciała. Ludzie w złości bywają nieobliczalni.

- A drzewo… rzeczywiście, jest wyjątkowe.
- Mhm, takie różne jakieś, jak się bliżej przyglądnąć. Takie... nieziemskie. Widzisz tu? Jest zbyt... regularne jak na normalny wzrost – pokazywała mu korę rośliny. Dotknęła jej palcami i krzknęła cicho.
- Jakie ono jest dziwne! Nie umiem tego wytłumaczyć, sam zobacz. Rzeczywiście, nie potrafiła opisać tego, co odczuła. Takie zimne-ciepłe, żywe-nieżywe. Zupełnie jakby to nie było drzewo.
Spojrzała na nieznajomego oczami pełnymi zaskoczenia z nutą obawy. Jednak zaraz dalej badała korę i odnalazła coś ciekawego. Przecież to tylko roślina, nic mi się nie stanie – próbowała siebie uspokoić.
- O, a tu wgłębienie idealne na palce – i oczywiście jej dłoń zaczęła podążać w tym kierunku.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Pon Gru 17, 2012 1:19 pm

- Mhm, takie różne jakieś, jak się bliżej przyjrzeć. Takie... nieziemskie. Widzisz tu? Jest zbyt... regularne jak na normalny wzrost – powiedziała dziewczyna w skupieniu marszcząc brwi, a jej palce zaczęły uważnie badać korę „drzewa”. -Jakie ono jest dziwne! Nie umiem tego wytłumaczyć, sam zobacz – zachęcała go, najwyraźniej niezmiernie zaskoczona tym, co wyczuła pod palcami. Z niezwykłą starannoscią kontynuowała swoje małe badanie.

W tej chwili Nathanaelowi przemknęło przez głowę, że ta paryska ślicznotka jest wyjątkowo bystra, jak na człowieka. A już na pewno była o wiele bardziej spostrzegawcza, niż pozostali przedstawiciele jej gatunku. Ziemianie znani byli ze swojej ignorancji w stosunku do innych istot, zamieszkujących wszechświat. Przekonani o wyjątkowości swej rasy wierzyli głęboko, że są jedyną formą życia wśród nieskończonej ilości gwiazd, widocznych nocą na niebie. Uparcie ignorowali wszelkie fakty, świadczące o tym, że są w błędzie. Natomiast ta mała… nie była taka, jak wszyscy inni.

-O, a tu wgłębienie idealne na palce – powiedziała cichutko i przesunęła dłonią po korze, zmierzając w tamtym kierunku. Nate błyskawicznie sięgnął do lewej kieszeni płaszcza. Jego dłoń bez najmniejszego problemu natrafiła na odpowiedni przycisk w pilocie do Bad Wolfa – mężczyzna aktywował maskowanie zupełne. Wgłębienie, do którego zmierzała dłonią towarzysząca mu kobieta, zniknęło. Nie miała już dostępu do klamki pojazdu, od tego momentu Bad Wolf był dla niej zwykłym drzewem.

Nate trochę żałował, że nie mógł jej pokazać statku. Być przy tym, jak rozwiewają się jej wątpliwości. Z satysfakcją patrzeć, jak nabiera pewności, że jej podejrzenia choć wydawały się szalone, były w istocie słuszne. Gdyby jej na to pozwolił – musiałby ją zabić, tego wymagałaby jego misja. Był jednak przekonany, że ona w końcu odkryje prawdę. Skoro zaczęła węszyć, wkrótce natrafi na jakiś niezbity dowód.
-Przecież nic tam nie ma. Czyżbyś zaczynała mieć przywidzenia? – zapytał żartobliwie.

Tymczasem, desperacko pragnąc odwrócić jej uwagę od nieszczęsnego drzewa i wgłębienia, które w ułamku sekundy przestało istnieć, Nate chwycił ją za wyciągniętą dłoń i spojrzał jej głęboko w oczy.
-Bardziej od jakiejś tam kory interesuje mnie coś innego. Daleko stąd mieszkasz? – Władca Czasu był przekonany, że tym bezceremonialnym pytaniem ją spłoszy. Nie przejął się tym, że z pewnością uzna go za zboczeńca, wręcz przeciwnie - taki właśnie był jego cel. Skoro nie zamierzał jej zabijać, musiał wreszcie zmusić ją do odejścia. Tak czy inaczej – miał niejasne przeczucie, że jeszcze się spotkają.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Pon Gru 17, 2012 8:26 pm

To było dziwne. Najpierw wgłębienie było, a potem zniknęło. I jeszcze odezwał się nieznajomy:
- Przecież nic tam nie ma. Czyżbyś zaczynała mieć przywidzenia?
Może i miało to zabrzmieć jak niewinny żarcik, ale w obecnej sytuacji tylko zirytowało lekko Anastasię.

Nagle facet chwycił ją za dłoń i spojrzał głęboko w oczy, nawiązując bliski kontakt. Jakby prąd przeszył jej serce – było to niezwykłe uczucie, i nieprzyjemne, i miłe zarazem. Uścisk miał mocny, pewny i ciepły. Potem jednak powiedział:
- Bardziej od jakiejś tam kory interesuje mnie coś innego. Daleko stąd mieszkasz?
Jakby ktoś chlusnął w nią wiadrem lodowatej wody. Anastasia znała wiele dziewczyn, które bez wahania poszłyby z przystojnym, choć nieznajomym mężczyzną do łóżka, ale z całą pewnością do nich nie należała. Jak on w ogóle śmiał?! Aż zaparło jej dech w piersiach.

Wyrwała więc gwałtownie swoją dłoń z jego ręki i krzyknęła:
- Za kogo Ty mnie masz?! Za jakąś tanią, puszczalską dziwkę!? – dopowiedziała w myśli. Zachłysnęła się tym podejrzeniem.
A przy tym spoliczkowała mężczyznę.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Pon Gru 17, 2012 9:15 pm

Sytuacja była początkowo dość zabawna – paryżanka wpatrywała się w Nate’a jak w obrazek, ewidentnie pozostając pod sporym wrażeniem. Jednak otrząsnęła się natychmiast, gdy tylko usłyszała jego bezczelne pytanie.
-Za kogo Ty mnie masz?! – krzyknęła z oburzeniem i wymierzyła mu siarczysty policzek. W tej chwili zarówno cierliwość, jak i dobra wola mężczyzny się wyczerpały. Ponownie chwycił jej rękę – tę, która go uderzyła – i uścisnął ją mocno, rzucając jednocześnie kobiecie głębokie, ostrzegawcze spojrzenie.
-Nigdy więcej tego nie rób – wycedził przez zęby, z trudem nad sobą panując. Nikt go jeszcze nigdy nie uderzył – wszyscy, którzy go znali, mieli wystarczająco dużo oleju w głowie by wiedzieć, że nie wolno z nim zadzierać. Nigdy też nie spoufalał się z ludźmi, uważał to za aktywność poniżej jego godności, a więc reakcja dziewczyny zapiekła go podwójnie. Uwolnił w końcu jej dłoń z żelaznego uścisku. Taka jesteś odważna? Proszę bardzo, przgotuj się na mały szok…

Nathanael sięgnął do kieszeni i wyjął z niej pilot, którego użył wcześniej. Ustawił tryb maskowania z powrotem na średni. Otworzył drzwi Bad Wolfa i odparł chłodno:
-Skoro najwyraźniej lubisz igrać z ogniem, pomyślałem że chętnie dowiesz się kim naprawdę jestem. Zapraszam do środka – ostatnie słowa wypowiedział z szyderczym uśmiechem na ustach. Chwycił dziewczynę pod ramię i bezceremonialnie wprowadził do statku nie pytając, czy sobie tego życzy.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Wto Gru 18, 2012 8:37 pm

Niemałą satysfakcję w pierwszej chwili Anastasii sprawił widok czerwonej pręgi na policzku mężczyzny. Potem jednak, gdy ten chwycił ją znów za rękę, lecz tym razem brutalnie, wróciło otrzeźwienie. Jeszcze ci tylko brakowało tego, żeby drażnić głodnego lwa, który na chwilę się uspokoił.
- Nigdy więcej tego nie rób – wysyczał do niej. Spojrzał przy tym na nią z wyraźną groźbą w oczach. Ana nawet bała się pomyśleć, gdyby tę niewypowiedzianą groźbę spełnił. Czas jakby zatrzymał się, upływające sekundy przeciągały się niemalże w minuty. Bolesne minuty. W końcu drań puścił jej rękę.

Dziewczyna zaczęła powoli się go obawiać, lecz starała się tego nie okazywać. Przekonała się, ten człowiek stojący przed nią potrafi być nieobliczalny – a przecież właściwie go nie znała. Potem jednak było tylko troszkę lepiej. Facet sięgnął do kieszeni, a potem najzwyczajniej w świecie otworzył, jak się okazało, drzwi… w drzewie! Powiedział:
- Skoro najwyraźniej lubisz igrać z ogniem, pomyślałem, że chętnie dowiesz się, kim naprawdę jestem. Zapraszam do środka.
Uśmiechnął się okropnie, szyderczo. Właśnie, kim jesteś? Ogniem? Lecz znów ją chwycił, tym razem pod ramię, i wprowadził ją do wnętrza… czegoś. Zdobyła się na blado wypadający akt buntu:
- Łapska przy sobie…!
Potem jednak chwilowo zapomniała o tym wszystkim, bo olśniło ją wnętrze, nierealnie większe niż powinno być, gdy myślało się patrząc z zewnątrz. A było na co popatrzeć.

Wszystko było utrzymane w ciemnej tonacji. Na środku stało coś w rodzaju wielkiej… konsoli? W skrócie: ogromne ekrany, mnóstwo guziczków i dźwigni. Jednak raczej nie było dane jej się za dużo poprzyglądać, bo mężczyzna popchnął ją dalej. Anastasia oglądała otoczenie z szeroko otwartymi oczyma i prawie ustami. Obracała głową jak karuzela, chcąc jak najwięcej zarejestrować. Nie odważyła się wyciągnąć aparatu. W tym miejscu byłoby to… niestosowne, przynajmniej tak czuła.
Przechodzili przez wiele, wiele korytarzy i pokoi. Minęli np. zbrojownię, jak w myślach ją nazwała z powodu ogromnej ilości broni. Po co on mi to pokazuje? Chce mnie nastraszyć? Widziała pomieszczenie niby kino, z niemal na pewno arcywygodnymi fotelami. Inne były pełne techniki. Zauważyła stół ze stosem map i planów, jakby strategii w razie ewentualnej wojny. Najbardziej jednak zachwyciła ją MONSTRUALNA biblioteka, z książkami chyba we wszystkich językach, jak w kilku chwilach zdążyła się zorientować. Niezłe luksusy ma tutaj facet. To chyba musi być jego dom. Tylko skąd się tu wziął?
Okazało się, że tu mieli zakończyć swoją „wycieczkę”. Usiedli na pięknych fotelach, ale Ana czuła się, jakby miało nastąpić przesłuchanie, lecz to przecież nieznajomy miał o sobie opowiedzieć. Nie odzywała się, czekała na jego słowa, uważnie go obserwując.

____
D.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sro Gru 19, 2012 1:35 am

- Łapska przy sobie…! – próbowała protestować dziewczyna, lecz jej oburzenie nie wypadło w zaistniałych okolicznościach szczególnie przekonywująco. W chwili, gdy znaleźli się na pokładzie Bad Wolfa, jej bojowa postawa momentalnie wyparowała. Oczy kobiety zrobiły się okrągłe niczym sporej wielkości planety i Nate być może odnotowałby ten fakt z lekkim rozbawieniem gdyby nie to, że wciąż był silnie wzburzony. Z natury był osobą porywczą i agresywną, obce mu były rozwiazania pokojowe. W tej chwili nie mógł myśleć o niczym innym, tylko o tym, jak nieodpartą miał ochotę na utarcie nosa tej bezczelnej małej.

Skoro mowa o bezczelnej małej… Nadal stała nieruchomo, wytrzeszczając oczy i wlepiając pełne zaskoczenia spojrzenie we wszystko, co znajdowało się w zasięgu jej wzroku. Proszę, jesteśmy w szoku… – pomyślał Władca Czasu z satysfakcją. Westchnął ze zniecierpliwieniem i zdecydowanym ruchem zmusił ją do ruszenia się z miejsca. No, w końcu. Pospiesznie obszedł kilka pierwszych lepszych pomieszczeń znajdujących się na statku, upewniając się, że dziewczyna podąża za nim. Lecz nadal jedyną reakcją, jaką u niej zaobserwował było milczenie w połączeniu z niedowierzaniem, malującym się na jej ślicznej twarzyczce.
Cierpliwość Nate’a skończyła się w bibliotece. Zatrzymał się przy ustawionych w niej fotelach i opadł ciężko na jeden z nich obserwując, jak paryżanka idzie w jego ślady i niepewnie siada, pesząc się lekko pod jego nieprzyjaznym, świdrującym spojrzeniem.

W końcu zdecydował się przerwać tę irytujacą ciszę. Niespiesznie nabrał powietrza w płuca i odezwał się lodowatym tonem:
-Jestem kosmitą. To jest mój statek. Nie powinnaś się dowiedzieć o moim istnieniu, ale jesteśmy tu na twoje wyraźne życzenie – zrobił kwaśną minę, po czym ciągnął dalej. – Ta wiedza jest niebezpieczna. Twoje szanse na dożycie spokojnej starości maleją z minuty na minutę i im dłużej ze mną przebywasz, tym więcej ryzykujesz. Nie jestem przyjaznym kolesiem, który marzy o tym, żeby zabrać cię do świata pełnego przygód. Próbowałem się ciebie grzecznie pozbyć. Przestało mnie obchodzić, czy przeżyjesz w chwili, w której podniosłaś na mnie rękę.
Przerwał na chwilę, aby zaczerpnąć powietrza, po czym odezwał się znów, znudzony tą śmieszną sytuacją.
-Masz… - zerknął leniwie na zegarek – 5 minut na wyjście stąd i zajęcie się swoim śmiesznym życiem. W przeciwnym razie odlatujesz ze mną. Nie mam już więcej czasu do stracenia. – zakończył swoją wypowiedź, po czym oparł podbródek na prawej dłoni i zaczął wpatrywać się w kobietę obojętnie.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Sro Gru 19, 2012 7:52 pm

W końcu Anastasia doczekała się wiejącego polarnym chłodem wyjaśnienia:
- Jestem kosmitą. To jest mój statek. Nie powinnaś się dowiedzieć o moim istnieniu, ale jesteśmy tu na twoje wyraźne życzenie.
Już po tych słowach, gdyby tylko nie zaistniałe okoliczności, roześmiałaby się w głos. Jak to zabrzmiało! Mogłabym mu odpowiedzieć: jestem księżniczką, a to moje królestwo. Groteska to potęgi n-tej. Widziała jednak na własne oczy te wszystkie niezwykłe rzeczy. Stwierdziła, że nie miał powodu, żeby kłamać – przecież i tak nic by mu to teraz nie dało (naiwne, prawda?), toteż zwyczajnie spróbowała mu uwierzyć.
W głowie zaczęło jej się kłębić tysiące pytań. To kosmici naprawdę istnieją? I wyglądają zupełnie jak ludzie... Podróżują szybciej od światła? A może to tylko jedna z ras obcych cywilizacji? Gdzie mieszkają? W Układzie Słonecznym jest jakieś życie oprócz Ziemi? Dlaczego kosmici nigdy wcześniej się nie ujawniali? A jeśli tak, dlaczego ludzie tego nie zauważają? Po co przybyli na Ziemię?

Anastasia najprawdopodobniej zasypałaby rozmówcę gradem pytań, nawet je filtrując. Teraz jednak mężczyzna miał tak nieprzystępną minę, jakby miał ją zjeść, ale okazała się niesmaczna lub jak gdyby nią gardził. Oto jego prawdziwe oblicze dla ludzi... Mimo to nie wytrzymała, język wydarł się na wolność i wyrwało się jej:
- Dlaczego nie powinnam?
– Ta wiedza jest niebezpieczna. Twoje szanse na dożycie spokojnej starości maleją z minuty na minutę i im dłużej ze mną przebywasz, tym więcej ryzykujesz – usłyszała w odpowiedzi, choć równie dobrze można by sądzić, że facet jej nie usłyszał, lecz po prostu kontynuował krótki monolog.
- Na czym miałoby polegać to ryzyko? – wyszeptała, nie licząc na prawdziwie satysfakcjonującą odpowiedź.
- Nie jestem przyjaznym kolesiem, który marzy o tym, żeby zabrać cię do świata pełnego przygód. Próbowałem się ciebie grzecznie pozbyć. Przestało mnie obchodzić, czy przeżyjesz w chwili, w której podniosłaś na mnie rękę.
Ach, tu cię boli... Uraziłam twoje, najwyraźniej przerośnięte, ego...

- Masz… 5 minut na wyjście stąd i zajęcie się swoim śmiesznym życiem. W przeciwnym razie odlatujesz ze mną. Nie mam już więcej czasu do stracenia.
Facet zaczął się w nią bezwstydnie wgapiać. Jednak Ana nie zamierzała dać mu satysfakcji w widzenia jej dylematu. Odeszła w mrok biblioteki, nie mówiąc ani słowa.

A dylemat miała potężny. Z jednej strony wcale nie znała tego mężczyzny. (Chwila, w ogóle można go tak nazwać?) Wydawał się porywczy, brutalny i bezwzględny. Po prostu – niebezpieczny. Z drugiej strony zafascynowało ją istnienie czegoś innego niż tylko Ziemia. No i w zasadzie do kogo miała wracać? Z bólem serca uświadomiła sobie, że nie ma nikogo naprawdę bliskiego. Rodzina już dawno przestała się nią interesować, a znajomi w razie jej zniknięcia nawet by się nie zaniepokoili. Wprawdzie była miła dla wszystkich, ale oni traktowali ją powierzchownie. A teraz miała szansę na oderwanie się od tego wszystkiego.
Ostatecznie ciekawość zwyciężyła. Spojrzała na zegarek – została jej dosłownie minuta. Energicznie poszła tam, gdzie zostawiła mężczyznę.
- Postanowiłam lecieć z tobą, a skoro tak, pomyślałam, że warto by się oficjalnie poznać. Anastasia D’angelo – pomimo niechęci bliższego kontaktu niż metr (inaczej czuła się niepewnie), wyciągnęła w jego stronę rękę.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Sro Gru 19, 2012 9:04 pm

Widocznie nie czuła się zbyt komfortowo pod przenikliwym spojrzeniem Nate’a, ponieważ bez słowa wstała i oddaliła się od niego na kilka metrów. Władca Czasu pomyślał, że to zdrowy odruch z jej strony. Powinna trzymać się od niego z daleka i możliwe, że w końcu zaczęła to pojmować. Zaraz pewnie wybiegnie na zewnątrz i będzie miał ją z głowy.

Ona jednak zatrzymała się w półmroku prawdopodobnie licząc na to, że tam pozostanie dla niego niewidoczna. Stała zamyślona przez dłuższą chwilę, w totalnym bezruchu, a Nathanael wnikliwie obserwował zarys jej sylwetki. Przez cały ten czas nie wydała z siebie absolutnie żadnego dźwięku. Nagle spojrzała na zegarek. Zastanawiasz się, ile czasu potrzebujesz żeby się stąd wydostać? – zakpił w myślach.

W końcu się poruszyła. Pewnym, sprężystym krokiem podeszła z powrotem do miesca, w którym rozpoczęli rozmowę. Wyglądała tak, jakby miała mu do powiedzenia coś bardzo ważnego.
- Postanowiłam lecieć z tobą, a skoro tak, pomyślałam, że warto by się oficjalnie poznać. Anastasia D’angelo – powiedziała bez śladu niezdecydowania w głosie i wyciągnęła do niego prawą dłoń.
Nate przez krótką chwilę przetwarzał w myślach to, co się właśnie wydarzyło. Spodziewałby się wszystkiego, tylko nie tego, że dziewczyna zdecyduje się na międzygwiezdną podróż z nim. Z NIM.

Sam przed sobą musiał przyznać, że mu w tym momencie zaimponowała. Choć nie ulegało wątpliwości, że postradała rozum, to nie dało się zaprzeczyć, że odwagi tej kobiecie nie brakowało. W pięć minut podjęła decyzję o rezygnacji ze wszystkiego, co do tej pory znała i do czego musiała być przywiązana. Ot tak, po prostu - bez mrugnięcia okiem odwróciła się od wszystkigo, co istniało głównie po to, by dawać poczucie bezpieczeństwa.

Jego złość natychmiast wyparowała, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jednak postanowił nie dać po sobie tego poznać. Jej wyciągniętą dłoń obrzucił obojętnym spojrzeniem, które następnie powędrowało w kierunku jej twarzy.
- Mów mi Nate – rzucił sucho, ignorując jej przyjazny gest, po czym odwrócił się i zaczął szybkim krokiem zmierzać w kierunku drzwi. Może jednak trochę za ostro – przemknęło mu przez głowę. Zatrzymał się i rzucił łaskawie przez ramię:
- Chodź. Pokażę ci twój pokój – Tylko sam Nathanael wiedział, jak bardzo nie miał wówczas ochoty na pojawienie się balastu w postaci dodatkowego pasażera. Ale skoro powiedział „A” – należało powiedzieć też „B”. Anastasia leciała z nim.
Odwrócił się i rzucił dziewczynie zniecierpliwione spojrzenie czekając, aż za nim podąży. Miał nadzieję, że nie będzie zmuszony popychać jej za każdym razem, gdy zechce, żeby ruszyła się z miejsca. To było irytujące.

avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Czw Gru 20, 2012 8:33 pm

No tak, mogłam się tego spodziewać. Mężczyzna kompletnie zignorował przyjaźnie wyciągniętą w jego stronę dłoń Anastasii. Niby nic wielkiego, a sprawiło dziewczynie zawód. Delikatnie mówiąc, nie przepadała za takimi sytuacjami. Poczuła lekki niesmak.
- Mów mi Nate – rzuciwszy takim stwierdzeniem i nie wypowiadając swojego nazwiska, facet się odwrócił i już miał wyjść, kiedy coś go zatrzymało. Łaskawie powiedział:
- Chodź. Pokażę ci twój pokój.
Anie zdawało się, że mówił to z niechęcią. Przez głowę przemknęła jej myśl, że nie chciał od razu zostawiać jej samej, bo obawiał się, że coś popsuje.

Ruszyła za Nate’em. Teraz, kiedy emocje już opadły (bądź co bądź były), mogła odetchnąć z ulgą. U niej oznaką napięcia była małomówność, więc teraz język się jej rozwiązał.
- W zasadzie, to mógłbyś mi więcej wytłumaczyć. Nie zrozum mnie źle, ale nagle okazuje się, że to, co wiem o świecie, w którym żyję, jest garstką nic nie znaczącego prochu. Żyłam sobie w Paryżu, trochę podróżowałam, a teraz przydarza mi się to, o czym się nawet nie śniło filozofom. Kim jesteś? Można jakoś nazwać twoją, bo ja wiem, rasę? Bo w kosmosie jest ich mnóstwo, prawda? No i gdzie w zasadzie się wybieramy? Tylko wiesz, nazwa mi i tak nic nie powie.
Nawet się nie zorientowała, kiedy znaleźli się pod drzwiami.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Czw Gru 20, 2012 9:16 pm

Ruszyli krętym korytarzem w kierunku nowego pokoju Anastasii. Przez całą drogę dziewczyna paplała, a Nate cierpliwie czekał, aż wreszcie skończy zadawać pytania i dane mu będzie wtrącić choć słowo.
- W zasadzie, to mógłbyś mi więcej wytłumaczyć. Nie zrozum mnie źle, ale nagle okazuje się, że to, co wiem o świecie, w którym żyję, jest garstką nic nie znaczącego prochu. Żyłam sobie w Paryżu, trochę podróżowałam, a teraz przydarza mi się to, o czym się nawet nie śniło filozofom. Kim jesteś? Można jakoś nazwać twoją, bo ja wiem, rasę? Bo w kosmosie jest ich mnóstwo, prawda? No i gdzie w zasadzie się wybieramy? Tylko wiesz, nazwa mi i tak nic nie powie.
Byli na miejscu. Nathanael pchnął drzwi zdecydowanym ruchem i wszedł do pokoju, nie zważając na to, że może chciałaby, żeby przepuścił ją pierwszą.

To pomieszczenie było miejscem, w którym Władca Czasu umieszczał swoje towarzyszki, jeśli je gdzieś zabierał. Każda Gallifrejanka, której dane było latać Bad Wolfem wystarczająco długo, by było to konieczne, spała właśnie tutaj. A może raczej nie spała, w każdym bądź razie sporo czasu spędzała w znajdującym się tu łóżku.
Pokój był obszerny i dobrze oświetlony, pomimo że nie było tam przecież okien. Utrzymany w kolorach bieli i szarości. Znajdowało się w nim ogromne łóżko ze śnieżnobiałą pościelą, grafitowy dywan i duża, szara komoda – wewnątrz pusta, gotowa na pomieszczenie kilku osobistych rzeczy nowej lokatorki. Obok łóżka stał wielki, wygodny fotel. Ściany były koloru białego. Pod jedną z nich znajdował się regał z książkami, a obok niego biurko z ustawionym na nim komputerem. Odrobina rozrywki na wypadek, gdyby nagle okazało się, że mężczyzna jest zbyt zajęty, żeby niańczyć pasażerkę, którą akurat miał ze sobą.
Pomieszczenie to najczęściej pozostawało puste, Nate bowiem zazwyczaj pochłonięty był dużo ważniejszymi sprawami, niż jakieś głupie romanse. Jasne, są one potrzebne każdemu, ale nie wolno też sobie nimi zanadto zaprzątać głowy. Tak czy inaczej, jedno było pewne: do tej pory nie stanęła tu jeszcze ludzka stopa.

Nathanael wzdrygnął się lekko i usadowił się wygodnie w fotelu.
- Pochodzę z Gallifrey, tam właśnie teraz lecimy. Podróż potrwa około pięciu minut - zaczął. – mieszkają tam przedstawiciele mojego gatunku – Władcy Czasu. Potrafimy swobodnie przemieszczać się w czasie i przestrzeni. W porównaniu z ludźmi, żyjemy bardzo długo. Resztę zobaczysz sobie sama, niedługo startujemy – wyjaśnił spokojnie, podziwiając przy tym własną cierpliwość.
Wstał z fotela i niespiesznie skierował się do drzwi.
- Rozejrzyj się po pokoju. Tam i tam – powiedział wskazując na dwoje znajdujących się w pomieszczeniu drzwi – jest łazienka i garderoba. Powinno tu być wszystko, czego potrzebujesz. Wrócę po ciebie, gdy będziemy na miejscu – zakończył zdecydowanie i oddalił się szybkim krokiem, nie czekajac na odpowiedź.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Anastasia D'angelo on Czw Gru 20, 2012 10:08 pm

Nate nie wydawał się być zachwycony jej nagłym słowotokiem, jednak dzielnie znosił każde kolejne pytanie, po prostu na nie nie odpowiadając. Wszedł pierwszy do pomieszczenia, które rzekomo odtąd miało być jej pokojem, co jej nie przeszkadzało.

Pokój okazał się być przestronny i jasny, a mimo to jakby... martwy. Może przez specyficzne kolory: biel, szarość, granat. Owszem, sprawiał wrażenie czystego i dającego spokój, ale na pewno nie można było o nim powiedzieć, żeby był przytulny.
Z pewnością jednak był mieszkaniem gości – choć tylko subtelne szczegóły na to wskazywały – choćby uniwersalność wystroju. Ciekawe, ile ich miał... – pomyślała. Chyba niezbyt wiele, a przynajmniej nie w ostatnim czasie, bo był troszeczkę zakurzony.
W pokoju znajdowało się wszystko potrzebne do małych i dużych podróży. Będzie tu wygodnie.

Nate usiadł w fotelu i zaczął tak bardzo upragnione przez nią wyjaśnienia:
- Pochodzę z Gallifrey, tam właśnie teraz lecimy. Podróż potrwa około pięciu minut. Mieszkają tam przedstawiciele mojego gatunku – Władcy Czasu. Potrafimy swobodnie przemieszczać się w czasie i przestrzeni. W porównaniu z ludźmi, żyjemy bardzo długo. Resztę zobaczysz sobie sama, niedługo startujemy.
Zaginanie czasoprzestrzeni...? Wow. Wstał.
- Rozejrzyj się po pokoju. Tam i tam jest łazienka i garderoba. Powinno tu być wszystko, czego potrzebujesz. Wrócę po ciebie, gdy będziemy na miejscu.
Nawet nie dał jej czasu na jakąkolwiek odpowiedź, tylko wyszedł. Z grubsza już oglądnęła pomieszczenie, więc zaglądnęła do łazienki. Ta była iście królewska. Choć także utrzymana w chłodnej tonacji, to marmury ją zachwyciły. Od razu zapragnęła gorącej kąpieli z olejkami eterycznymi, ale teraz przecież nie było na to czasu.
Garderoba była pełna przeróżnych strojów chyba na każdą okazję. W dodatku ubrania były w każdym rozmiarze tak, że na pewno Ana znajdzie coś dla siebie – w końcu nie wzięła nic ze sobą. W końcu uwagę Any zwrócił fakt, że ubrania były tylko damskie. A więc to pokój różnych sympatii Nate’a? Sporo ich było... Wzdrygnęła się, przecież teraz sama tu mieszkała. Stroje jednak były świetnie dobrane i Anastasia jako rasowa kobieta nie mogła tego nie docenić. Uśmiechnęła się do siebie.

Wspomniane przez Władcę Czasu 5 minut minęło szybko jak z bicza strzelił. Dziewczyna miała ochotę jeszcze dokładniej zwiedzić każdy zakątek tego miejsca, ale Nate zapukał do drzwi i wszedł do środka.
- Już wylądowaliśmy? Nie czułam niczego – powiedziała zdziwiona.
avatar
Anastasia D'angelo

Liczba postów : 119
Join date : 05/12/2012
Age : 30
Skąd : Paryż

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Nathanael Vandenbroek on Pią Gru 21, 2012 8:44 pm

Nate wszedł do sterowni i zaczął pospiesznie manipulować przyciskami na konsoli, ustawiając parametry podróży. Gdy Bad Wolf wystartował, mężczyzna przywołał do siebie Ooda numer dwa.
- Zanieś to do sejfu, reguły ostrożności takie, jak zwykle – rozkazał, gdy Ood posłusznie pojawił się przy nim, po czym podał mu wyjętą z kieszeni płaszcza przesyłkę.

Nathanael na moment zatonął w rozważaniach. Musiał w najbliższym czasie zaplanować wycieczkę na Planetę Wodrostów, ponadto umówiony był z pewnym handlarzem bronią na prezentację najnowszego produktu. Poza tym musiał jeszcze popracować nad nową zabawką, umożliwiającą maskowanie w terenie bez konieczności użycia TARDIS. W głowie zaczął układać strategię działania na najbliższe godziny. Gdy tylko dolecą na miejsce, pozbędzie się paryskiej ślicznotki, każe jej coś zwiedzać albo wyśle ją na zakupy. Dzięki temu będzie mógł się spokojnie zająć swoimi sprawami.
Bad Wolfem zaczęły poruszać wstrząsy zwiastujace lądowanie. Osiągnęli cel podróży - Gallifrey.
avatar
Nathanael Vandenbroek

Liczba postów : 111
Join date : 29/11/2012
Age : 817
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Aria Villarin on Sob Lut 16, 2013 4:05 pm

Statkiem zatrzęsło nieznacznie i Aria złapała się mocniej konsoli Albionu, usiłując utrzymać równowagę. Jej ręka natrafiła przy tym na dłoń Jasona. Stali teraz wszyscy przy konsoli - trio gotowe w każdej chwili stawić czoła nieznanemu. Spojrzała na niego przelotnie, z błyskiem w oku, a następnie przeniosła wesołe spojrzenie na Dali. Zaśmiała się głośno, czując na karku powiew zbliżającej się przygody, a Dali zawtórowała jej radośnie.
Aria podbiegła do wyjścia jako pierwsza, a jej towarzysze podążyli zaraz za nią. Otworzyła drzwi z szerokim uśmiechem na ustach, a jej oczom ukazał się Place du Tertre.
-Pysznie! - wykrzyknęła radośnie, czując podekscytowanie pulsujące w swoich tętnicach. Rozejrzała się po tym najurokliwszym zakątku dzielnicy Montmartre. Było już po zmroku, a więc oczom jej ukazała się sztucznie oświetlona ciemnożółtym światłem latarni alejka, wzdłuż której gęsto rozsiane były małe kawiarenki i knajpki. Pomiędzy lokalami upchnięte były stoiska lokalnych artystów, sprzedających swoje dzieła turystom lub też na bieżąco malujących portrety zainteresowanych przechodniów.
Władczyni Czasu przymknęła powieki i wzięła długi, głęboki wdech, delektując się paryskim powietrzem, zupełnie jakby chciała razem z tlenem wciągnąć do płuc atmosferę tego pięknego miejsca. Odwróciła się gwałtownie, stając przodem do Dalishyi i Jasona. Jej oczy migotały radośnie.
-W którą stronę?

D. Zaktualizowałem link, chociaż chyba nie na takie samo zdjęcie. Niemniej, to jest najbardziej podobne do tego, które pamiętam.

_________________





Something here doesn’t make sense.
Let’s go and poke it with a stick.
avatar
Aria Villarin
Administrator
Administrator

Liczba postów : 178
Join date : 19/11/2012
Age : 630
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Jason Moore on Sob Lut 16, 2013 5:15 pm

Minęła zaledwie chwila i znów byli w podróży. Jason miał nadzieję, że nie zakończy się tak jak poprzednia. Na szczęście nic na to nie wskazywało, wręcz przeciwnie. Pobudzona wizją przygody Aria jakby odżyła. Z błyskiem w oku trzymała się konsoli a gdy wylądowali i pobiegła do wyjścia, jej kroki przywodziły na myśl jakiś energiczny taniec. Patrząc na nią, Moore też od razu czuł się lepiej. Razem z Dalishyą udał się w stronę drzwi. Uśmiechnął się słysząc komentarz Arii. Tym dziewczynom odniesień do jedzenia nigdy nie jest chyba za wiele.
- Cóż, nigdy tu nie byłem, wiec nie wiem gdzie warto się udać, ale sam poszedłbym w prawo.
avatar
Jason Moore

Liczba postów : 125
Join date : 02/12/2012
Age : 32
Skąd : Nowy York

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Aria Villarin on Nie Lut 17, 2013 9:10 pm

Był tam! Naprawdę tam był - uśmiech Jasona. Aria żałowała, że nie może uwiecznić tej chwili, tak rzadko można było zobaczyć ten fenomen. Fotografem jednak nie była, toteż nie nosiła przy sobie fotograficznego ekwipunku.
-A zatem w prawo! - orzekła radośnie i wykonała zgrabny piruet, po czym ruszyła wybraną przez Moore'a alejką, śmiejąc się cicho. Po chwili zwolniła, dając swym towarzyszom możliwość dotrzymania jej kroku.
Rozpoczęła się ich krótka, beztroska wycieczka po Place du Tertre. Zwiedzali, oglądali, podziwiali wszystko, co ich otaczało niczym rasowi turyści. W końcu, po godzinie szwędania się po paryskich zaułkach, usiedli przy jednym z kawiarnianych stolików, ustawionych na świeżym powietrzu.
-Wypijmy coś - zaproponowała oczywiście Aria, bo któż inny w z ich trojga miał jeszcze przywódcze zapędy? Dla siebie wybrała kawę i poczekała, aż Dali i Jason również się na coś zdecydują, by mogła za nich złożyć zamówienie.

_________________





Something here doesn’t make sense.
Let’s go and poke it with a stick.
avatar
Aria Villarin
Administrator
Administrator

Liczba postów : 178
Join date : 19/11/2012
Age : 630
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Dalishya Andraste on Pon Lut 18, 2013 8:55 pm

Aria wręcz promieniała. Mimo, że dla Dali nie był to w zasadzie widok niecodzienny, nie mogła powstrzymać się o nieustannego uśmiechu. Uwielbiała takie wycieczki. W wyśmienitych humorach spędzili około godziny na zwiedzaniu urokliwych zakątków nocnego Paryża. W końcu postanowili zająć miejsca w którejś z niezliczonych kawiarenek. Było całkiem przyjemnie. Dali zamówiła sobie sok pomarańczowy, Jason pozostał wierny czarnym barwom i zamówił herbatę.
- Co będziemy teraz robić? Louvre jest już pewnie zamknięty. Przydałaby się jakaś mała przygoda - stwierdziła rozmarzonym tonem. - Ale przyjemna - dodała ze śmiechem, widząc pełną dezaprobaty minę Moore'a.
avatar
Dalishya Andraste

Liczba postów : 56
Join date : 27/11/2012
Age : 774
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Aria Villarin on Wto Lut 19, 2013 8:53 pm

Zamyśliła się na krótką chwilę, pochylając się nad swoim kubkiem. Szukała w pamięci jakiegoś szczególnego miejsca w Paryżu, wartego odwiedzenia. Takiego, które zapewniłoby im nieco więcej rozrywki, niż typowe szlaki turystyczne.
Pociągnęła spory łyk kawy i natychmiast się zakrztusiła. Nie była w stanie przełknąć napoju – smakował dziwnie. Inaczej, podejrzanie… Wbiegła do wnętrza kawiarni i skierowała się prosto do toalety, gdzie natychmiast wypluła to, co pozostało jej jeszcze w ustach. Z bezgranicznym zdziwieniem spojrzała na własne odbicie w lustrze i wzięła głęboki oddech. Po chwili szybkim krokiem wyszła z łazienki, wychodząc do niedużego pomieszczenia, w którym ustawione były rzędy stolików.
Zakradła się na zaplecze i zaczęła się po im ostrożnie rozglądać, szukając czegoś podejrzanego.

_________________





Something here doesn’t make sense.
Let’s go and poke it with a stick.
avatar
Aria Villarin
Administrator
Administrator

Liczba postów : 178
Join date : 19/11/2012
Age : 630
Skąd : Gallifrey

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Jason Moore on Wto Lut 19, 2013 9:32 pm

Sielanka trwała - do czasu. Upiwszy łyk kawy Aria nagle zrobiła dziwną minę, zerwała się z krzesła i wbiegła do lokalu. Jason i Dali wymienili ze sobą szybkie zdziwione spojrzenia, po czym poszli w ślady towarzyszki. Wnętrze wyglądało zasadniczo dość spokojnie. W wieczory tak ciepłe jak ten, ludzie zwykle zajmowali stoliki na zewnątrz, toteż nie było tu zbyt wielu ludzi. Rozglądali się po pomieszczeniu szukając wzrokiem "uciekającej blondynki". W końcu Jason kątem oka zarejestrował, jak zakradała się do drzwi, prawdopodobnie prowadzących na zaplecze. Trącił Andraste lekko by skierować tam jej uwagę. Również niepostrzeżenie postanowili podążyć dalej za Arią. Zastali ją rzeczywiście na zapleczu, gdzie zapamiętale myszkowała.
- Czego szukasz?
- Co się stało?
Ich wyszeptane pytania zbiły się ze sobą w powietrzu.
avatar
Jason Moore

Liczba postów : 125
Join date : 02/12/2012
Age : 32
Skąd : Nowy York

Powrót do góry Go down

Re: Paryż

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


fghj :: Lokalizacje :: Ziemia

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach